Hanji wpadła do szpitalnego pokoju i igorując Erwina
natychmiast przyjrzała się nieprzytomnemu kapralowi. Blondyn starał się
zachować kamienną twarz, gdy kobieta dokładnie obejrzała twarz mężczyzny,
delikatnie zmierzyła puls i zmieniła okład, który niepokojąco szybko wyschnął. Jednak,mimo
usilnych prób zachowania obojętnego tonu, jego głos zadrżał lekko gdy
wypowiedział pytanie.
-Co ty mu podałaś ? – Hanji, najwyraźniej wyrwana z jednego
ze swoich toków myślowych, przez chwilę błądziła wzrokiem po twarzy Erwina, by
zatrzymać się na jego oczach. Oczach, w których widać było autentyczną troskę.
I coś jeszcze. Coś , na widok czego Zoe poczuła nieprzyjemny dreszcz na swoich
plecach. We wzroku dowódcy czaił się strach. Postanowiła nie trzymać go dużej w
niepewności i na głos przedstawiła swoją diagnozę.
- To co zawsze na ból. Tylko, że u niego wystąpiła reakcja
alergiczna.
- Jak to ? Nie dostawał tego wcześniej ?
Hanji pokiwała przecząco głową.
- Czy on kiedykolwiek pozwalał sobie coś podać. Gdyby nie
był tak uparty to wiedziałabym wcześniej,a tak ... – Erwin czuł, że kobieta nie
mówi mu wszystkiego. Jej wzrok był rozbiegany, zwykle pewna swoich obserwacji
teraz zdawała się kroczyć we mgle. Posłał jej otrzeźwiające spojrzenie i gestem
nakazał mówienie dalej. Gestem, który nie oznaczał prośby, lecz rozkaz.
Okularnica wzięła głębszy oddech, słowa grzęzły jej w gardle, jakby
niewidzialna ręka trzymała ją za język. Gdy wreszcie wydusiła z siebie dławiące
obawy, jej głos brzmiał nie głośniej od szeptu.
- Dałam mu podwójną dawkę. Cholera, zawsze był nie do
tknięcia...
Erwin ukrył twarz w dłoniach. Głównie, by zamaskować
wściekły grymas, który mimowolnie wykrzywił jego twarz. Wziął kilka głębokich
oddechów, pozwalając pulsowi i nerwom
się uspokoić. Gdy na powrót opuścił dłonie, jego postawa wyrażała jedynie
determinację, a głos brzmiał spokojnie i rzeczowo.
- Masz coś co zniweluje działanie tego środka ? I zbije jego
gorączkę ? – blondyn podszedł do nieprzytomnego kaprala i ponownie zmienił
okład. Hanji tymczasem szybko doskoczyła do jednej z metalowych szafek i
zaczęła szukać czegoś w jej wnętrzu. Po chwili wróciła z małą buteleczką szarej
mazi, jednak jej mina nie zwiastowała sukcesu w poszukiwaniach. Widząc, że
Erwin nie pozwoli jej tknąć Leviego bez dokładnie wyłożonych zamiarów, ujawniła
swoje obawy.
- Nie wiem jak jego ciało zareaguje na inne leki, Erwin. To
co mu podałam jest najbezpieczniejszym z moich środków. Każda kolejna
substancja może okazać się zabójcza. Już teraz jego ciało się buntuje. Trzeba
dać mu czas.
- Chcesz przez to powiedzieć że nic nie możesz zrobić ? Mamy
czekać ?
- Tak.
Niebieskie oczy zamierzały cisnąć iskry nienawiści, jednak
gdy napotkały zrozpaczony wzrok kobiety natychmiast dały sobie spokój. Złość nic
teraz nie da. Bo teraz najważniejszą rzeczą jest czarnowłosa postać
spoczywająca obok niego. Bez słowa odwrócił się od Hanji i wziął małego
człowieka na ręce, czując się jakby dźwigał szmacianą lalkę. Bez życia. Przez
chwilę miał straszne wrażenie, że klatka piersiowa kaprala przestała się unosić.
Ta chwila wystarczyła, by poczuł bolesne ukłucie w sercu. Właściwie nie
wiedział, dlaczego tak emocjonalnie reaguje na stan kaprala. Odpędził od siebie
złe myśli i udał się w stronę swojej kwatery. Zaskoczona Zoe pobiegła za nim z
pytaniem, co właściwie zamierza zrobić.
- Nie będzie przecież tutaj leżał. Zostanie u mnie, zajmę
się nim. Ty tutaj znasz się na chorobach, ile to może potrwać ?
Odpowiedź, że nigdy nic nie wiadomo bynajmniej go nie
zadowoliła. Hanji przytrzymała mu drzwi, gdy razem z gorączkującym Levim
wychodzili na pełen ludzi dziedziniec. Niestety, pokój dowódcy był w innej
kondygnacji zamku, przez co spacer wśród zaciekawionych spojrzeń kadetów był
nieunikniony. Kątem oka zauważył zgarbioną postać Erena, która stojąc w cieniu
jednego z drzewek posadzonych na dziedzińcu uważnie śledziła każdy ruch
blondyna. W oczach chłopaka widział błysk niepokoju. Uśmiechnął się blado w
duchu.
Jednak nie wszyscy
życzą ci tak źle, jak myślisz.
Wreszcie ciągnący się w nieskończoność spacer wśród wielu
par oczu dobiegł końca i mrok korytarza zasłonił mężczyzn, szybko znikających
we wnętrzu budynku.Erwin zwolnił odrobinę, poprawiając uchwyt na ciele chorego.
Przez chwilę przyglądał się jego twarzy. Bladej skórze, mocno zaciśniętych
powiekach. Lekko rozchylonych ustach. Chyba od bardzo dawna nie wykrzywianych
przez zniesmaczony grymas. Wreszcie dotarł do swojego pokoju i ze zdziwieniem
stwierdził, że Hanji nie ma u jego boku. Nie miał pojęcia, kiedy go opuściła,
chociaż w danym momencie specjalnie go to nie obchodziło. Najdelikatniej jak
mógł ułożył Leviego na swoim łóżku. Zmienił okład. Zdjął nieprzytomnemu buty i
cisnął gdzieś w kąt. Wiedział, że gdyby czarnowłosy to widział to jego obraza
nie miałaby końca. Erwin westchnął i otworzył jedno z dużych okien, pozwalając
by letnie powietrze wpełznęło do jego kwatery. Czarne włosy Leviego delikatnie
zafalowały pod jego wpływem. Wyższy z
mężczyzn przyglądał się temu przez chwilę, by znowu zgromić się w myślach za
swoje niedorzeczne zachowanie. Nie powinien, po prostu nie powinien tak patrzeć
na kaprala. Nie powinnien aż tak się nim
przejmować. Nie bardziej niż swoim podwładnym. Nie bardziej niż przyjacielem.
Przyjacielem. Powoli podszedł do chorego
i odgarnął mu kilka niesfornych kosmyków z czoła.
Gorączka wciąż rosła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz