Wychodził. Wreszcie. A raczej wytaczał się w
akompaniamencie skrzypienia szpitalnego wózka. Erwin widział niezadowolony
grymas na jego niezdrowo bladej twarzy, ale postanowił go przemilczeć.
Levi wypisał się na własne życzenie, jednak lekarze stanowczo zabronili mu
chodzić dystanse dłuższe niż przechadzka do toalety. A Smith obiecał im, że
będzie go pilnował. Tym razem lepiej niż ostatnio. Hanji czekała przy samochodzie
należacym do rodziny blondyna, kierując delikatny uśmiech do nich obu. A potem
szczerząc się wilczo, gdy brunet odpowiedział jeszcze większym zmarszczeniem
brwi.
- Nie rozumiem, po co chcesz wstawać kurduplu. Sam twój
wyraz twarzy może zabić.
Levi zaczął nabierać powietrza, by jej odburknąć, ale ból
w klatce piersiowej pokrzyżował jego plany. Bez komentarza pozwolił Erwinowi i
Zoe zapakować się na tylnie siedzenie. Bezwiednie podążał wzrokiem za
blondynem, gdy ten usadowił się obok niego. Wiedział, że musieli porozmawiać.
Choć przeprowadzenie takiej rozmowy w obecności Hanji i szofera nie wchodziło w
grę. Brązowa czupryna dziewczyny zafalowała, gdy ta obróciła się do nich z
przedniego siedzenia, wciąż z tym samym wilczym uśmiechem na ustach i okularach
niebezpiecznie zbliżającymi się do czubka jej nosa.
- Lekarze dali mi wykaz leków, jakie masz przyjmować.
Macie dwutygodniowe zwolnienie z zajęć, więc Erwin powinien cie przypilnować.
-Mamy ? – brwi Smitha powędrowały w górę.
- No, oficjalnie stałeś się jego niańką. Skoro jest tak
uparty, żeby wyleźć zaraz po tym jak go połatali, to nie mogą ryzykować
zostawienia go bez opieki. Przynajmniej tak twierdził dyrektor.
Levi przewrócił oczami i rzucił Erwinowi żałosne
spojrzenie.
- Nie patrz tak, sam tego chciałeś. Będziemy chwile
jechać, więc lepiej się zdrzemnij, a ja rzucę okiem na ten wykaz chemii, którą
mamy cię szprycować.
Brunet chciał odburknąć coś o niepotrzebnym niańczeniu go,
jednak Smith był szybszy. Nie czekając, pochylił się w jego stronę i złapał
jego usta w delikatnym pocałunku. Levi nie pamiętał, kiedy ostatni raz się
całowali. Nie w ten sposób, bez rozrzucania części garderoby i pijackiego
zmierzania w stronę najbliższego łóżka. Bo choć uwielbiał tamte, pełne pasji i
pożądania pocałunki, teraz potrzebował takiego jak ten. Delikatnego, pełnego
troski. Odganiającego złość i nienawiść. Z którym nie rodzi się poczucie winy,
bo Erwin widział go teraz w najgorszym możliwym stanie.Kochał go. I
nawet jeśli po nadciągającej rozmowie miał przestać, Levi rozkoszował się każdą
sekundą tego pocałunku. Odpływał w nim, zasypiając zanim blondyn zdążył oderwać
usta.
- Zawsze go tak usypiasz?
- Nie mogłaś się oprzeć, co?
Hanji rzuciła mu ciepłe spojrzenie.
-Oboje wiemy, jaki on jest. Dalej nie wiem, jakim cudem
doszliście do tego co macie teraz.
- To znaczy do dwóch ran postrzałowych, ilości morfiny
zdolnej powalić konia i policji, która nie umiała zrozumieć, że gdy on
wykrwawiał mi się na rękach to nie patrzyłem czy te kurwy miały czerwone czy
czarne kurtki? Rzeczywiście Zoe, jesteśmy w najzajebistrzym z możliwych
położeń. Kurwa, kupuj obrączki.
Spojrzenie dziewczyny momentalnie się oziębiło, jednak
zanim zdążyła polecieć świeżo przygotowaną wiązanką przekleństw skierowanych do
blondyna, do ich uszu doszedł inny, nieco zduszony głos.
-Paniczu Erwin, proszę natychmiast przeprosić tę młodą
damę!
Oczy obojga pasażerów skierowały się w stronę
podstarzałego szofera, który ze stoickim spokojem zdawał się skupiać jedynie na
drodze.
- Nile, wiesz, że naprawdę cenię sobie twoje zdanie,ale
nie jestem już dzieckiem.
Staruszek westchnął i bezwiednie zmienił bieg.
- Za to zachowujesz się jak gówniarz. Wiele mogłem się po
tobie spodziewać i mało co mnie dziwiło, ale nigdy nie sądziłem, że będziesz
kogoś obwiniał za swoje błędy.
- Moje błędy ?!
- Nie doplinowałeś go. Poczucie winy rozkwita na twojej
twarzy ilekroć na niego patrzysz. Panienka Zoe chciała ci jedynie przypomnieć,
że macie coś czego nie warto tracić. I ty powinieneś teraz pamiętać o tym
najlepiej.
Blondyn spuścił niechętnie wzrok i odwrócił się w stronę
okna. Hanji skinęła głową szoferowi i zapatrzyła się przed siebie. Krople
deszczu zaczęły bębnić o szybę, gdy dojechali pod szkolny budynek. Razem
zapakowali wciąż śpiącego bruneta na wózek, po czym Erwin znikął z nim w
drzwiach do północnego skrzydła. Nile zamknął tylnie drzwi, jednak Zoe
zatrzymała go zanim wsiadł ponownie na miejsce kierowcy.
- Wcale nie chciałam mu niczego przypominać ani go
uświadamiać.
- Pewnie, że nie. Ale chyba zgodzisz się ze mną, że tego
potrzebował. Plus, nienawidzę jak pasażerowie kłócą się podczas jazdy. Do
zobaczenia, panienko.
Koła srebrnego audi zachrzęściły na podjeździe, gdy pojazd
odjeżdżał, zostawiając dziewczynę na pustym dziedzińcu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz