Fanfiction

One-shots

Serie własne

Sny cz.2/3

Z okazji powtórki z biologii świeżutki wpis :)



Znowu go widzę. Jak zawsze stoi przed drzwiami. Przed bramą. Nie dostrzegam jego twarzy, ale wiem, że to on. To zawsze on. Mój strażnik. Włosy falują na twarzy, gdy sięga do wrót, by wpuścić mnie do środka. Do mojego ZONE. Naszego ZONE. Widzę czarną opaskę na jego nadgarstku. Błysk światła oślepia mnie, gdy ogromne skrzydła ustępują pod wpływem lekkiego dotyku. Mrużę oczy i dostrzegam ich po drugiej stronie. Moją drużynę. Mijam mój cień i wchodzę do środka, wiem że podąży on za mną. Postacie przede mną nabierają konturów i kolorów na tle blaknącego nagle światła. Od kiedy to światło blaknie ? Coś się zmieniło, coś czego nie mogę zrozumieć. Nie czuję wzroku na plecach, nie wyczuwam obecności. Obecności która jest ze mną zawsze, nie tylko fizycznie. Nie ma jej w moim sercu. Jest puste. Światło niemalże całkiem zgasło, jednak mogę dokładnie dostrzec ludzi, których brałem za swoją drużynę. Są drużyną. I nie są. Pokolenie cudów stoi i spogląda na mnie z wyższością. Akashi stoi na przodzie, gestem zapraszając mnie bym dołączył do nich. Midorima i Murasakibara rzucając mi nienawistne spojrzenie odsuwają się, robiąc dla mnie miejsce. Choć nie chcę, nogi same prowadzą mnie w ich stronę. Niczym na komendę odwracamy się od wrót i idziemy. Idziemy, nie wiem gdzie i dlaczego. Chce się odwrócić, ale nie mogę. I wtedy znowu błyska światło. Za nami. Wąska smuga padająca jedynie na mnie, ogrzewająca moje plecy. Patrzę pod nogi i dostrzegam to, czego najbardziej sie obawiałem. Nie rzucam już cienia. Ostatkiem sił zatrzymuję się i spoglądam za siebie, choć każdy ruch pali żywym ogniem. Drzwi powoli się zamykają, widzę zarys postaci za nimi, owianej światłem. Jej błękitne włosy błyskają przez szczelinę i znikają, gdy wrota zatrzaskują się z łoskotem. Świat wokół mnie wiruje, nagle ląduje na kolanach. A przede mną stoi on, Akashi Sejiuro. Różnokolorowe tęczówki spoglądają na mnie z wyższością.
-Muszę wrócić. Cień nie może istnieć bez światła.
Akashi chwyta mój podbródek i nakazuje spojrzeć sobie w oczy. Jego paznokcie boleśnie wbijają się w moją skórę, goracy oddech owiewa policzki.
- Widzisz tu jakieś światło, Taiga ?

Autokar gwałtownie podskoczył na nierówności, powodując u wszystkich niebezpieczne przemieszczenie się żołądka i budąc śpiącego niespokojnie do tej pory Kagamiego. Czoło czerwonowłosego lśni od potu, jego oddech galopuje. Rozbiegany wzrok pobieżnie rejstruje wnętrze pojazdu, by wreszcie natrafić na poszukiwany przez niego błękit. Siedzący obok, jak zawsze. I patrzący z wyraźną troską, jak Taiga ociera czoło i rozsuwa suwak bluzy.
-Znowu miałeś koszmar, Kagami-kun ?
- Huh ? Taa, najwidoczniej trochę za bardzo przejmuję się meczem.
- To nie wygląda na zwykłe nerwy. Jeżeli coś się dzieje, prosze, powiedz mi.
Twarz Kuroko znalazła się nagle niebezpiecznie blisko, Kagami czuł niebieskie kosmyki łaskoczące go po twarzy. Błękitne źrenice patrzyły na niego badawczo, a Taiga miał wrażenie, że wręcz wwiercają się w jego duszę, przejrzewając jego kłamstwo i dostrzegając sen, który bardzo chciałby zapomnieć.
- Kuroko ?
- Tak ?
- Światło nie może istnieć bez cienia. Ale czy cień może istnieć bez światła ?
Twarz Tetsuyi nagle rozpogodziła się, chłopak nachylił się delikatnie nad uchem Taigi i kompletnie ignorując dyskretne spojrzenia reszty drużyny Seirin, wyszeptał:
- Wtedy zostaje tylko ciemność. A ja nie mam zamiaru nigdy jej doświadczyć, Kagami-kun.
Czerwonowłosy odetchnął głęboko i objął czule chłopaka, który po sekundzie wahania odwzajemnił uścisk. Trwali tak dłuższą chwilę, aż dyskretne spojrzenia pasażerów ewoluowały w bezwstydne gapienie się,  a cały autorak utonął w ciszy. I wtedy do uszu wszystkich doszedł konspiracyjny szept Teppeia.

- Hyuuga, dawaj 200 jenów, wygrałem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz