Znowu go widzę. Jak
zawsze stoi przed drzwiami. Przed bramą. Nie dostrzegam jego twarzy, ale wiem,
że to on. To zawsze on. Mój strażnik. Włosy falują na twarzy, gdy sięga do
wrót, by wpuścić mnie do środka. Do mojego ZONE. Naszego ZONE. Widzę czarną
opaskę na jego nadgarstku. Błysk światła oślepia mnie, gdy ogromne skrzydła
ustępują pod wpływem lekkiego dotyku. Mrużę oczy i dostrzegam ich po drugiej
stronie. Moją drużynę. Mijam mój cień i wchodzę do środka, wiem że podąży on za
mną. Postacie przede mną nabierają konturów i kolorów na tle blaknącego nagle
światła. Od kiedy to światło blaknie ? Coś się zmieniło, coś czego nie mogę
zrozumieć. Nie czuję wzroku na plecach, nie wyczuwam obecności. Obecności która
jest ze mną zawsze, nie tylko fizycznie. Nie ma jej w moim sercu. Jest puste.
Światło niemalże całkiem zgasło, jednak mogę dokładnie dostrzec ludzi, których
brałem za swoją drużynę. Są drużyną. I nie są. Pokolenie cudów stoi i spogląda
na mnie z wyższością. Akashi stoi na przodzie, gestem zapraszając mnie bym
dołączył do nich. Midorima i Murasakibara rzucając mi nienawistne spojrzenie
odsuwają się, robiąc dla mnie miejsce. Choć nie chcę, nogi same prowadzą mnie w
ich stronę. Niczym na komendę odwracamy się od wrót i idziemy. Idziemy, nie
wiem gdzie i dlaczego. Chce się odwrócić, ale nie mogę. I wtedy znowu błyska
światło. Za nami. Wąska smuga padająca jedynie na mnie, ogrzewająca moje plecy.
Patrzę pod nogi i dostrzegam to, czego najbardziej sie obawiałem. Nie rzucam
już cienia. Ostatkiem sił zatrzymuję się i spoglądam za siebie, choć każdy ruch pali żywym
ogniem. Drzwi powoli się zamykają, widzę zarys postaci za nimi, owianej
światłem. Jej błękitne włosy błyskają przez szczelinę i znikają, gdy wrota
zatrzaskują się z łoskotem. Świat wokół mnie wiruje, nagle ląduje na kolanach.
A przede mną stoi on, Akashi Sejiuro. Różnokolorowe tęczówki spoglądają na mnie
z wyższością.
-Muszę wrócić. Cień
nie może istnieć bez światła.
Akashi chwyta mój
podbródek i nakazuje spojrzeć sobie w oczy. Jego paznokcie boleśnie wbijają się
w moją skórę, goracy oddech owiewa policzki.
- Widzisz tu jakieś
światło, Taiga ?
Autokar gwałtownie podskoczył na nierówności, powodując u
wszystkich niebezpieczne przemieszczenie się żołądka i budąc śpiącego
niespokojnie do tej pory Kagamiego.
Czoło czerwonowłosego lśni od potu, jego oddech galopuje. Rozbiegany wzrok pobieżnie
rejstruje wnętrze pojazdu, by wreszcie natrafić na poszukiwany przez niego
błękit. Siedzący obok, jak zawsze. I patrzący z wyraźną troską, jak Taiga
ociera czoło i rozsuwa suwak bluzy.
-Znowu miałeś koszmar, Kagami-kun ?
- Huh ? Taa, najwidoczniej trochę za bardzo przejmuję się
meczem.
- To nie wygląda na zwykłe nerwy. Jeżeli coś się dzieje,
prosze, powiedz mi.
Twarz Kuroko znalazła się nagle niebezpiecznie blisko,
Kagami czuł niebieskie kosmyki łaskoczące go po twarzy. Błękitne źrenice
patrzyły na niego badawczo, a Taiga miał wrażenie, że wręcz wwiercają się w
jego duszę, przejrzewając jego kłamstwo i dostrzegając sen, który bardzo
chciałby zapomnieć.
- Kuroko ?
- Tak ?
- Światło nie może istnieć bez cienia. Ale czy cień może
istnieć bez światła ?
Twarz Tetsuyi nagle rozpogodziła się, chłopak nachylił się
delikatnie nad uchem Taigi i kompletnie ignorując dyskretne spojrzenia reszty
drużyny Seirin, wyszeptał:
- Wtedy zostaje tylko ciemność. A ja nie mam zamiaru nigdy
jej doświadczyć, Kagami-kun.
Czerwonowłosy odetchnął głęboko i objął czule chłopaka,
który po sekundzie wahania odwzajemnił uścisk. Trwali tak dłuższą chwilę, aż
dyskretne spojrzenia pasażerów ewoluowały w bezwstydne gapienie się, a cały autorak utonął w ciszy. I wtedy do uszu
wszystkich doszedł konspiracyjny szept Teppeia.
- Hyuuga, dawaj 200 jenów, wygrałem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz