Fanfiction

One-shots

Serie własne

Upokorzenie cz.3

Ochota, by napisać dramę wygrywa.


Kuroko pojawił się w salonie bezgłośnie. Niczym cień. Gdyby się nie odezwał, bardzo prawdopodobne, że żadnen z obecnych tam chłopców nie dostrzegły jego obecności.
- Przepraszam, że zająłem wam tyle czasu. I dziękuje Murasakibara-san za możliwość skorzystania z łóżka. Do zobaczenia w szkole, Kagami-kun.
Niesbieskowłosy odwrócił się w stronę drzwi, jednak nie zdążył zrobić kroku. Czyjeś ręce chwyciły go za ramiona i gwałtownie odwróciły z powrotem w stronę zaskoczonych postaci tłoczących się w salonie. Błękitne oczy spojrzały w górę i napotkały spokojne i zdecydowane spojrzenie Midorimy.
-Nigdzie nie idziesz sam, Kuroko.
- Dziękuje za troskę, jednak nalegam, abyś mnie puścił.
Shintaro jedynie zacisnął mocniej dłonie na wątłych ramionach Tetsuyi i ignorując delikatnie drżenie chłopaka, przeniósł swoje zielone spojrzenie na Kagamiego.
- Kagami-kun, czy twoja oferta dalej jest aktualna ?
- Oczywiście. Zabieram go od razu.
- Nigdzie mnie nie zabierasz, Kagami-kun. Puść mnie, Midorima ! – Kuroko nagle gwałtownie wyrwał się zielonowłosemu i biegiem ruszył do wyjścia. Ból znowu zdawał się rozrywać jego lędźwia, jednak starał się to ignorować. Poczuł, jak świeża strużka krwi spływa po jego udach. Rozpaczliwie chwycił za klamkę i szarpnął nią, chcąc jak najszybiej ucieć z domu Murasakibary. Od spojrzeń przyjaciół i troski w ich oczach. Pragnął jedynie być sam. Zamknąć się w sobie i zniknąć.
Drzwi były zamknięte.
Kuroko jeszcze raz szarpnął nimi zdesperowany, po czym osunął się na ziemię, ukrywając twarz z dłoniach. Usłyszał kroki, zbliżające się do niego, jednak nie podniósł wzroku.  Poczuł czyjąś dłoń na swoich włosach, delikatnie gładzącą jego kosmyki. Po krótkiech chwili postać wsunęła ręce pod jego nogi i talię i bez większego wysiłku czy sprzeciwu z jego strony, podniosła go z ziemi i ruszyła powoli w stronę salonu.
-Przez najbliższy czas zamieszkasz u mnie, Kuroko.
- Nie potrzebuje twojej litości.
Taiga nie odpowiedział, skinał głową pozostałym chłopakom, rzucił znaczące spojrzenie Aomine i wyszedł z mieszkania. Na dworze panowała nieprzenikniona ciemność, rozświetlona jedynie pojedyńczymi latarniami ulicznymi.
- Kagami-kun, mogę chociaż iść sam ?
Czerwonowłosy bez słowa powoli opuścił chłopaka za ziemię i obaj ruszyli wolnym krokiem. Taiga udawał,że nie widzi utykania Kuroko i grymasu bólu wykrzywiającego jego twarz po każdym kroku. Nie wiedzieć czemu poczuł niesamowitą odpowiedzialność względem tego małego człowieczka, z którym nagle łączyło go tak wiele. I mimo iż Kuroko całym swoim JA dawał do zrozumienia, że ostatnim czego teraz chce jest towarzystwo, Taiga wręcz słyszał jego niemy krzyk. Prośbę, żeby nie zostawiać go teraz samego. Zimny wiatr przenikał przez ich zbyt cienkie bluzy, gdy wolnym krokiemi mijali kolejne skrzyżowania. Kagami spojrzał na swój telefon,tylko po ty by dowiedzieć się, że wybiła druga w nocy. No tak, to by wyjaśniało dlaczego nie mijał ich ani jeden autobus. Gdy po dość długim spacerze dotarli do bloku czerwonowłosego, dochodziła już trzecia, a widoczny do tej pory księżyc spowiły ciężkie chmury. W oddali dało się słyszeć grzmot, a po chwili niebo przecięła długa błyskawica. Taiga otworzył drzwi i przepuścił niebieskowłosego, który na widok klatki schodowej zacisnął dłonie w pięści. Kagami mieszkał na czwartym piętrze. Windy nie było. Kuroko wziął głęboki oddech i nim jego kompan zdążył odejść od drzwi, zaczął przeskakiwać po dwa stopnie, chcąc jak najszybciej skończyć swoją mękę. Nogi mu się trzęsły, a przed oczy wystąpiły mroczki. Ból rozlewał się teraz po całym jego ciele, mięśnie zaczynały odmawiać współpracy. Znowu poczuł jak krew lepi się do jego spodni. Będąc na drugim piętrze zachwiał się na ostatnim stopniu i nawet nie próbując łapać się poręczy, poleciał jak długi do tyłu. Zanim odpłynął, poczuł jak uderza o coś ciepłego. Owe coś stęknęło głośno łapiąc go i prychnęło pod nosem.
- Idiota...
Kagami poprawił  chwyt na koledze i również sadząc po dwa stopnie, szybko dotarł do drzwi swojego mieszkania. Otworzenie ich mając półprzytomnego Tetsuyę na rękach było nie lada wyzwaniem, jednak po chwili siłowania się z kluczami i klamką Taidze udało się wejść do środka. Łokciem zapalił światło i nie kłopocząc się zdejmowaniem butów udał się prosto do swojej sypialni. Wchodząc dziękował bogu, że tego dnia wyjątkowo ogarnął swój pokój, a posłanie nie jest przywalone milionem jego niekoniecznie czystych koszulek i skarpet. Najdelikatniej, jak tylko mógł położył chłopaka do łóżka i przykrył go kocem. Miał zamiar wycofać się cicho z pokoju, jednak blada dłoń Kuroko chwyciła go za koszulkę.
- Kagami-kun. Chcę wziąć prysznic, nie przeszkadza ci to ?
- Jasne, że nie. Ale... – czerwonowłosy z powątpiewaniem patrzył, jak niższy z chłopców powoli siada na łóżku i wstaje, chwiejąc się niemiłosiernie. Nie było szans, by sam doszedł do łazienki, już nie mówiąc o fakcie wytrzymania dłużeszej chwili w parnym pomieszczeniu.
- Ale ja idę z tobą.
Niebieskie oczy Tetsuyi rozszerzyły się, po części ze zdumienia, po części ze strachu. Taiga widząc to,zrozumiał jak jego słowa mogły teraz zabrzmieć w psychice Kuroko i szybko się zreflektował.
- Nie puszczę cię w tym stanie samego nigdzie, Kuroko. Mam zasłonę w prysznicu, jeżeli o to się martwisz.
Niebieskowłosy zastanawiał się przez chwilę, po czym powoli skinął głową i ruszył w stronę łazienki. Był tu już kilka razy, więc na szczęście pamiętał drogę. Wszedł do środka i nie czekając, aż Taiga wejdzie za nim, kilkoma szybkimi ruchami ściągnał z siebie ubrania i wszedł pod prysznic. Znowu zakręciło mu się w głowie, jednak tym razem dołączyły do tego również torsje, które pokonał jedynie dzięki swojej silnej woli. Skrywając się za zasłoną, usłyszał jak Kagami uchyla drzwi.
- Nie będę wchodził, jednak drzwi zostawiam otwarte. Wezmę twoje ciuchy do prania, spróbuj w tym czasie nie zemdleć.
-Dziękuje, Kagami-kun.
Taiga najciszej jak umiał, wszedł do łazienki i zgarnął z podłogi dres Kuroko. Szybkim krokiem poszedł do schowka, który służył mu równocześnie za pralnię i zaczął wrzucać ubrania do bębna. Nagle zatrzymał rękę w połowie drogi,a jego dłonie mimowolnie zadrżały. Na jasnych spodniach Kuroko widniały ciemne pasma zaschniętej krwi. Grube, karmazynowe plamy. Kagami zacisnął powieki, żeby powstrzymać napływające do jego oczu łzy. Starał się nie myśleć o bólu, jaki przeżywał teraz Kuroko. Zarówno fizycznym, jak i psychicznym. W tym momencie dotarło do niego jak bardzo martwi się o swój cień. Kuroko być może nigdy nie był typem osoby wylewnej, jednak zawsze był pogodny i na swój sposób silny. Biła od niego cicha pewność siebie, nawet w obliczu porażki umiał zachować wysoko uniesioną głowę. Widok, jak dzisiaj przyszło mu oglądać całkowicie zmienił jego postrzeganie niebieskowłosego. Pełne łez oczy, trzęsące się dłonie. Wstyd na twarzy, którego nie umiał ukryć. Choć to nie on powinien się wstydzić. I nie on powinien cierpieć. Kagami wrzucił resztę ubrań do pralki, wściekle zatrzasnął jej drzwiczki i uspokajając oddech udał się w stronę łazienki. Usłyszaj szum wody i zerknął przez szparę w drzwiach, uspokajając się gdy zobaczył zarys drobnej postaci na tle białej zasłonki. Nie zamykając drzwi skoczył do swojego pokoju i przyniósł z niego swoją koszulkę i jakąś bieliznę.
- Nie wzięliśmy ci żadnych ubrań, wiec dzisiaj pożyczę ci moje. Pewnie będą za duże, ale nic innego  nie mam.
- Dziękuje, Kagami-kun. Nie chcę być dla ciebie ciężarem... – Kuroko zakręcił wodę i sięgnął po wiszący obok kabiny ręcznik. Przewiązawszy się nim w pasie wyszedł spod prysznica, czując jak chłód kafelków kłuje go w mokre stopy. Taiga przyglądał się, jak kropelki wody kapią z niebieskich włosów na blady tors. Kuroko spojrzał nie niego zamglonym wzrokiem i gestem poprosił, by wyszedł. Kagami zrobił krok w tył, jednak zatrzymał się, gdy ponownie zobaczył krew, cieknącą po nogach chłopaka. Cienkie, bladoczerwone stróżki leniwie spływały po jego skórze, mieszając się w wodą i końcąc na białych kaflelkach w miejcach, gdzie Tetsuyia stawiał swoje stopy. Kuroko dostrzegł jego spojrzenie i odwrócił się, próbując ukryć zmieszanie.
- To nic,Kagami-kun. Proszę wyjdź, chcę się ubrać.
- Ty krwawisz.
-Jak już powiedziałem, to nic takiego – niebieskowłosy spojrzał przez ramię na Taigę,a gdy zobaczył, że ten chce do niego podejść spanikował.
- Nie podchodź do mnie! – drobna postać odskoczyła gwałtownie, jednak długie ramiona Kagamiego zdawały się dosięgać do wszędzie, nieważne jak bardzo chciał od nich uciec. Kuroko poczuł, jak ciepłe dłonie Taigi przyciągają go do ogromnej postaci, blokując szansę na ucieczkę. Kagami już drugi raz tego dnia,a  raczej nocy, przytulił go do siebie. Mocno i pewnie, ale też delikatnie. Tetsuyia przez chwilę próbował się opierać, jednak doszedł do zaskakującego wniosku. Potrzebował tego. W tej właśnie chwili potrzebował mieć kogoś obok. Przycisnął policzek do torsu Taigi i znowu zaczął płakać. Kagami, który sądził, że moment krytyczny przyszedł jeszcze w domu Murasakibary, przestraszył się, gdy niebieskowłosy zaczął spazmatycznie szlochać w jego koszulkę. Swoje blade dłonie zacisnął na bluzie czerwonowłosego, jakby bojąc się go puścić. Kagami trzymał go mocno, gładząc po włosach i powstrzymując swoje własne łzy. Czuł, jak drobnym ciałem chłopaka wstrząsają dreszcze wywołane płaczem i mimowolnie jeszcze mocniej przycisnął go do siebie. I wtedy ręcznik opadł. Kuroko wierzgnął gwałtownie, jednak Taiga zdawał się całkowicie ignorować fakt. Szybkim ruchem podniósł chłopaka, chwytając go pod udami i zmuszając tym samym do owinięcia się nogami wokół jego talii. Wyczerpany płaczem Tetsuyia jedynie objął dłońmi szyję czerwonowłosego,a swoją głowę oparł na jego ramieniu. Kagami wyszedł z łazienki i zaniósł swój cień do swojej sypialni, delikatnie układając do na łóżku i dokładnie przykrywając, tym razem grubą kołdrą. Kuroko zwinął się mały kłębek i zaciskając powieki, na oślep chwycił rękę Taigi.
- Proszę, nie wychodź.
-Nigdzie się nie wybieram,Kuroko. Ale teraz śpij.
Czerwonowłosy usiadł przy łóżku, plecami opierając się o jego krawędź i jedną ręką wciąż ściskając dłoń Kuroko, który kurczowo zaciskał na niej swoje palce. Po kilku sekundach oddech niebieskowłosego się uspokoił, a jego uchwyt zelżał. Chłopak zasnął. Kagami najdelikatniej, jak umiał, wyciągnął wolną rękę w stronę stolika ze swoim telefonem.
Wiadomości
OD: Aomine Daiki
Temat: Sejiuro
Mam pomysł, jutro rano z Momoi mamy zamiar go zrealizować. I nie, nie zamierzam go pobić. Przynajmniej na razie. Jak Tetsu ?

DO: Aomine Daiki
Temat: Momoi ?!
Momoi wie ?! Zresztą mniejsza, informuj mnie na bieżąco. Kuroko śpi.


Kagami wyłączył urządzenie i rzucił leżącą nieopodal paczką chusteczek w włącznik światła. W takich momentach był cholernie wdzięczny losowi za bycie koszykarzem. Światło zgasło i w pokoju zapanował mrok, przerywany jedynie pojedyńczymi błyskami dochodzącymi zza okna. Burza zbliżała się nieustannie. Taiga przymknął oczy i oparł głowę o miękki materac, wyczuwając obecność Kuroko tuż obok. Po dłuższej chwili również i on zasnął, jednak mimo wszystko dłoń jego i Tetsuyi nadal pozostawały złączone.

1 komentarz:

  1. ;-; noi ja nie wiem jak ja mam to odbierać. Czy mogłabyś mi powiedzieć? Bo Kagami niby się tylko opiekuje Kuroko, a Kuroko jedynie potrzebuje pocieszenia. Ale dla mnie to wygląda inaczej. Może to ze mną jest coś nie tak i wszędzie Kagakuro widze?
    No ale... ciekawa jestem co Aomine z Momoi wymyślili. Kara musi być i czekam na nią. Hihi...
    Brawo dwa opowiadania w jednym dniu. Jestem happy :3 oby tak dalej

    OdpowiedzUsuń