Mroźne, zimowe powietrze wpadło do stajni i chulając po
korytarzu uderzyło w dwie stojące przy boksach postacie. Wyższa z nich
mimowolnie skuliła się, bezskutecznie próbując ukryć twarz w obszernym szaliku.
Mniejsza stała bez ruchu, kompletnie igronurąc lodowate powietrze i pozwalając
mu smagać się po kompletnie odsłoniętym karku.
- Mówiłem ci, żebyś wziął mój szalik.
- Przywykłem do zimna.
Erwin potrząsnął z rezygnacją głową, pozwalając
pojedyńczym blond kosmykom uciec spod rozciągniętej już czapki. Chwilami Levi naprawdę go irytował. Nawet
teraz, gdy chłopak ignorując jego karcące błękitne spojrzenie wszedł do jednego
z boksów i spokojnie zaczął czyścić stojące tam zwierzę, Smith mógł dostrzec
gęsią skórkę na odsłoniętym pasmie skóry,a gdy czarnowłosy odwrócił się w jego
stronę, również zaczerwieniony nos. Skostniałe palce zaciskały się na
szczotkach, gdy Levi czesał wierzchowca płynnymi ruchami.
Nie masz nawet
rękawiczek.
Erwin bez słowa podążył za chłopakiem, zamykając za sobą
drzwiczki boksu i wyrywając szczotki z bladych rąk. Levi spojrzał na niego
pytająco, jednak blondyn zignorował to i delikatnie pochwycił zimne dłonie, by
zamknąć je w swoim ciepłym uścisku. Czarnowłosy zesztywniał, jednak nie wyrwał
rąk. Pochylił jedynie głowę, pozwalając czarnym włosom opaść na oczy, niemalże
całkowicie je zasłaniając. Nie doczekawszy się żadnej większej reakcji Erwin
puścił Levi’a i powoli skierował się do wyjścia.
- Wracam do pokoju, idziesz ?
Delikatne skinięcie głową. Niższy z chłopców zamknął boks
i bez słowa ruszył za blondynem. Ciche rżenie dotarło do ich uszu, gdy
opuszczali stajnię, wychodząc na zaśnieżony dziedziniec. Biały puch tłumił
odgłos ich kroków, gdy szybkim marszem ruszyli w stronę internatu. Levi odruchowo
postawił kołnierz kurtki, jednak tym razem obyło się bez komenarzy ze strony
Erwina. Oprócz nich na zewnątrz nie było nikogo. Również podczas spaceru
korytarzem nikogo nie spotkali. Czarnowłosy prychnął wzgardliwie, widząc
świąteczne dekoracje misternie rozwieszone wzdłuż ścian. Szkoła opustoszała na
święta. Wszyscy z wyjątkiem jego, Erwina i kilku drugoklasistów na okres
wolnego wrócili do swoich domów. Levi nie miał gdzie wracać. Przez najbliższe
trzy lata to miał być jego dom. I mimo iż nigdy tego nie okazywał, podobało mu
się tutaj. Lubił wszechobecny porządek i dyscyplinę, cenił możliwość rozwoju o
której w starym życiu mógł jedynie pomarzyć. I, co ukrywał najbardziej, cenił
Erwina. Pewność siebie płynącą z niego samego, a nie portfela rodziców. Sam nie
wiedział, kiedy tak bardzo uzależnił się od blondyna. Mimo iż ich relacja była
dziwna i pełna spięć, nić porozumienia jaka wykształciła się między nimi
zdawała się coraz mocniej zaciskać, przyciągając ich do siebie. Zarówno wtedy,
gdy Smith uspokajał go przy koszmarach, jak i wtedy gdy po kolejnek kłótni o
syf na biurku blondyn trzaskał drzwiami. Chłopcy minęli kolejny zakręt i
dotarłwszy do swoich drzwi, zaszyli się w swoim pokoju. Levi natychmiast ruszył
w stronę łazienki, po chwili wychodząc z
niej w dresach i obszernej szarej bluzie z kapturem. Bez słowa minął siedzącego
na swoim łóżku blondyna i usiadł na parapecie, beznamiętnie wpatrując się w
ośnieżony krajobraz.
- Dlaczego zostałeś ?
-Hmm ? – Erwin wyrwał się z zamyślenia, słysząc przyciszony
głos Levi’a rozchodzący się po pokoju.
- Dlaczego zostałeś tutaj ? Są święta, masz rodzinę i te
sprawy. Po co tutaj siedzisz ?
- Cóż, rodzice stwierdzili, że w tym roku chcą jechać na
Karaiby, a że ostanie o czym marzę to leżenie plackiem na plaży i udawanie że
są to kolejne idealne rodzine święta oznajmiłem im że mam zbyt dużo nauki by
odrywać się teraz. A ich ambicje co do mnie nie pozwoliły im ciągnąć mnie na
siłę.
Czarnowłosy wzruszył ramionami, powoli odwracając głowę w
stronę Smitha.
- Więc dlaczego nie pojechałeś gdzieś indziej ? Stać cię
na to, prawda ?
- Do czego zmierzasz, Levi ? – Erwin podniósł się z łóżka
i spokojnie podszedł do skulonego przy oknie chłopaka, który wciąż nie odrywał
od niego wzroku.
- Chcesz, żebym
powiedział że zostałem tutaj ze względu na ciebie ? – Levi zmarszył brwi, jego
twarz przybrała buntowniczy wyraz, który wyższy z chłopców znał już na wylot. Kościste
palce zacisnęły się na materiale spodni, czarne kosmyki zasłoniły oczy. Chłopak
sięgnął dłonią, by je odgarnąć, jednak ręka Erwina uprzedziła go, delikatnie
odsłaniając jego oczy. Ciało blondyna niemalże stykało się z ciałem Levi’a,
który mimowolnie cofnął się, uderzając lekko plecami o zimną szybę.
- A jeżeli to powiem, to jak zareagujesz ?
- Odsuń się.
- Długo masz zamiar to ciągnąć ? Moja cierpliwość się
kończy.
Levi prychnął, odwracając głowę w stronę okna. Jednak gdy
Erwin chciał się cofnąć, błyskawicznie pochwycił go za jeden z nadgarstków i
przyciągnął z powrotem. Blondyn spojrzał zaskoczony, a w jego błękitnych oczach
pojawił się dziwny błysk. Błysk, który Levi
z pewnością już kiedyś widział. A gdy sobie przypomniał, było już zbyt
późno. Erwin wyrwał rękę z uścisu i chwytając go zabroczo w pasie, wpił się w
jego usta, przygwożdżając jego głowę do szyby i uniemożliwiając jakąkolwiek
ucieczkę. Przez chwilę próbował się opierać, jednak blondym niepodzielnie
sprawował kontrolę nad sytuacją. Bez ostrzeżenia przerwał pocałunek i
podniósłwszy Levi’a, niemalże rzucił go na swoje łóżko, by po chwili samu
usiąść na nim okrakiem.
- Cierpliwość się skończyła.
Erwin brutalnie podciągnął szarą bluzę do góry,
zdzierając ją z ciała chłopaka i natychmiastowo chwytając jego nadgarstki, gdy
ten chciał wymierzyć mu siarczysty policzek. Ignorując dzikie wierzgnięcia
Levi’a Erwin przesunął się niżej, jedną dłonią przytrzymując dłonie Levi’a a drugiej pozwalając błądzić po bladym torsie
i schodzić aż do lini spodni. Czarnowłosy przestał się rzucać i mimowolnie
napiął wszystkie mięśnie. Jego głowa przekręcona była w bok, twarz nieudolnie wcisnięta w poduszkę. Oczy
szczelnie zaciśnięte, podobnie jak pięści. I nagle palce się zatrzymały.
Zapanowała cisza, przerywana jedynie urywanym oddechem leżącego chłopaka.
- Spójrz na mnie, Levi.
Ciemne oczy powoli się otworzyły i rzuciły blondynowi dzikie,
przerażone spojrzenie. Błękitne oczy wciąż lśniły, jednak teraz błysk w nich
nie przypominał tego sprzed kilku chwil. Erwin wciąż na nim siedział, wolną
ręką opierając się na łóżku i przypatrując mu się spokojnie. Jednak napotykając spojrzenie szatyna Smith
spuścił wzrok.
- Przepraszam.
I odpuścił. Powoli zszedł z wciąż spiętego chłopaka,
puszczając jego nadgarstki i podnosząc z ziemi szarą bluzę. Ciężko opadł na
skraj łóżka, podając leżącemu górną część garderoby, jednak nie patrząc na
niego. Levi przez chwilę był niczym zastygły, po czym bez słowa podniósł się i
zszedł z łóżka, nie zwracając uwagi na trzymany przez Erwina materiał. Stanął
tyłem do blondyna, nisko spuszczając głowę. Smith po raz pierwszy widział jego
nagie plecy, na których liczba blizn znacznie przewyższała tę na nogach. Cicho wstał
i podszedłwszy do szatyna zarzucił mu bluzę na ramiona, samemu chwilę później
oplatając go w pasie. Tym razem chłopak go nie odrzucił, lecz niepewnie oparł
głowę na jego klatce. Stali tak dłuższą chwilę, wsłuchując się w ciszę, którą
przerwał stłumiony szept Levi’a.
- Czym dla ciebie jestem ?
-Niczym.
Erwin poczuł, jak czarnowłosy spina mięśnie, mocniej
napierając na niego swoim ciężarem. Blondyn zrobił krok do tyłu, jednocześnie
obracając chłopaka przodem do siebie i zmuszając, by ten na niego spojrzał.
- Nie jesteś rzeczą, Levi.
Kobaltowe tęczówki rozszerzyły się w niemym zdziwieniu,
brwi uniosły się do góry. Cienkie palce zacisnęły na koszulce blondyna. Levi
pozwolił się objąć, samemu wtulając głowę w zagłębienie szyi Erwina, wdychając
jego zapach. Wyższy z chłopców oparł podbródek na czubku głowy szatyna,
pozwalając jedwabistym kosmykom łaskotać go po twarzy. Nagle poczuł, jak palce
Levi’a wędrują niżej po jego ciele, by niepewnie zatrzymać się przy zapięciu
jego spodni. Erwin dostrzegł skupione spojrzenie szatyna, lekko zmarszczone
brwi, których tym razem nie zasłaniały włosy. Wyczuł drżenie bladych dłoni i
szybko pochwycił je swoimi, jednocześnie cofając się o pół kroku. Dostrzegł, że
Levi chce zaprotestować i niewiele myśląc złapał swoimi ustami jego wargi. Nie
próbował być zabroczy, delikatnie przyciągnał szatyna do siebie. Czarnowłosy
nieśmiało pogłębił pocałunek, uwalniając dłonie i wplatając je w blond włosy. Po
chwili przerwali, odrywając się niechętnie od siebie i nie przerywając kontaktu
wzrokowego. Erwin cofnął się na łóżko, siadając na nim i pozwalając Levi’owi
usiąść na nim okrakiem. Jego ciało drżało lekko, gdy opadł swoim ciężarem na
ciało blondyna, jednak bez zastanowienia podciągnął jego koszulkę, odsłaniając
umięśniony brzuch. Smith nie czekając pomógł mu, zdejmując ubranie przez głowę
i odrzucając je w bok. Silne ręce Levi’a zmusiły go do położenia się na plecach.
Szatyn górował nad nim, czarna bluza zsunęła się z jego ramion. Erwin chwycił go za biodra, wpatrując się
intensywnie w jego oczy.
- Nie chcesz, prawda ?
Czarnowłosy spuścił wzrok, jego ciałem ponownie wstrząsnął
dreszcz.
- Ja... Nikt nigdy nie dawał mi wyboru.
Blondyn mimowolnie zacisnął zęby. Pamiętał ich nocną
rozmowę, pamiętał wyznanie przez które inaczej patrzył na Levi’a. Jednak nigdy
nie pytał go o nic więcej. Pragnął, by chłopak zapomniał o przeszłości, nie
ważne ile miałoby to zająć. I teraz, mimo iż tak bardzo się starał, prawie
wszystko zepsuł. Delikatnie przyciągnął ciało szatyna do siebie i pozwalając mu
położyć się na sobie, objął go ramionami.
- Wybór należy tylko
do ciebie.
I wtedy Levi pękł. Erwin poczuł jak gorące łzy spływają po
jego torsie, a z ust chłopaka ucieka ciche łkanie. Tak nagła zmiana nastroju u
czarnowłosego zaskoczyła go. Nie pierwszy raz i z pewnością nie ostatni zaczął
zastanawiać się, jak bardzo rozchwiany emocjonalnie musi być jego współlokator.
Gdy tylko choć trochę poznawał wachlarz emocji jakie rządziły Levim, ten
natychmiast go zaskakiwał, uświadamiając go jak mało jeszcze wie. Mimowolnie
zaczął gładzić jego włosy, tak jakby uspokajał małe dziecko. Chłopak powoli
zsunął sięz niego, by po chwili wtulić się w jego bok. Erwin widział jego
zaczerwienione oczy, słyszał ciche pociąganięcie nosem. Levi zdawał się
uspokajać, na jego twarz powoli wracała dobrze znana blondynowi beznamiętna
maska. Zapanowała cisza. Nikt się nie ruszał, nikt nic nie mówił. Po pewnym
czasie Smith zorientował się, że szatyn zasnął wtulony w jego bok. Naga klatka
piersiowa powoli wzrosiła się i opadała, blade usta były lekko rozchylone.
Erwin dokładnie przyjrzał się nagiemu torsowi Levi’a, mniej zabliźnionego niż
plecy, jednak z widocznymi cięciami noża. Czuł, że to na nim spoczywa
odpowiedzialność za czarnowłosego, mimo iż znali się tak krótko. Nie mógł
zrozumieć, dlaczego to właśnie jemu Levi postanowił zaufać na tyle, że wpuścił
go do swojego życia. Że bez strachu zasnął właśnie przy nim. Powoli, by go nie
obudzić odgarnął czarne pasma z jego oczu i zastygł, wpatrując się w bladą
twarz spoczywającą na swoim barku.
Wow! Nie mogłam się oderwać od czytania. Wyszło ci naprawdę znakomicie. Byłam smutna jak się skończyło. Ja chce więcej! I to jak najszybciej.
OdpowiedzUsuńA z czasem wolnym to się zgodzę xD. Mówi się, że się w wakacje wszystko zrobi, a tu jednak czasu nie ma.
Życzę weny i chwilki czasu wolnego abyś coś dla nas napisała! ^^
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń