Fanfiction

One-shots

Serie własne

Nie gorszy, nie lepszy. Inny.

Dzisiaj bez szału.Ale też nigdzie mi się nie śpieszy :D



Ceremonia rozpoczęcia była przerażająco nudna. Zaczynając od przemówienia dyrektora, który sam nie wiedział co powiedzieć, kończąć na przedstawieniu nowych nabytków szkoły, które mogłyby mieć dla niej jakąkolwiek wartość. Levi nie był zaskoczony, gdy zarówno Hanji jak i Erwin znaleźli się w tej ścisłej czołówce. Mimo, że zamienił w tą dwójką maksymalnie dwa zdania, podświadomie czuł, że nie są to ludzie, którym miejsce w tej szkole zapewniła ilość cyfr na kontach rodziców. Gdy tylko część oficjalna się skończyła, masa uczniów leniwie zaczęła wylewać się przez oszklone drzwi auli. Ale nie Levi. On czekał. Czekał cierpliwie, aż cała sala opustoszała. Nie miał zamiaru zadawać się z rówieśnikami i obiecał sobie za wszelką cenę ich unikać. Postanowienie to pękło niczym bańka mydlana gdy poczuł czyjąś dłoń na swoim ramieniu.
- Idziemy na zapisy na zajęcia dodatkowe. Idziesz ? – Erwin najwyraźniej zdążył całkowicie ochłonąć po wydarzeniach z ranka, gdyż jego głos był spokojny a spojrzenie przyjazne. Obok niego stała Hanji, której wygląd jednoznacznie wskazywał, że cały apel przespała na ramieniu blondyna. Szatyn natychmiast strącił rękę Smitha i cofnął się o krok.
- Nie waż się mnie dotykać swoimi brudnymi łapami !– warknął i nie czekając na reakcję szybkim krokiem ruszył do wyjścia.  Zdziwony Erwin jedynie odprowadził go wzrokiem.
- Nie tędy droga – Hanji pociągnęła go za rękaw w stronę jednych z bocznych drzwi.
- Co masz na myśli ?
- Rzucając nim o ścianę a potem starając się być przyjaznym jedyne co osiągniesz to strzał w łeb. On nie jest taki jak my,Erwin. Nie twierdzę, że jest gorszy lub lepszy. Ale jest inny. I nie masz prawa od niego oczekiwać więcej niż w tym momencie może ci dać.
Blondym uniósł brwi z niemym zdziwieniu. Zoe nie zwykła dawać mu jakichkolwiek wykładów na temat stosunków międzyludzkich. Sama z natury była outsiderem, szalonym naukowcem żyjącym w swoim własnym świecie.
- Dlaczego uważasz, że czekogolwiek od niego oczekuję ? Znam go kilka godzin.
- Więc dlaczego się na niego gapisz ?
- Hanji, zdaje ci się.
- Erwin, ja stoję TUTAJ !
Słumiony krzyk poniósł się wśród pustych foteli. Erwin rozglądnął się zszokowany. Hanji miała rację, mimo że ruszyli do wyjścia to jego wzrok wciąż spoczywał na oszklonych drzwiach, którymi wyszedł Levi. Dziewczyna,stojąca nagle kilka metrów dalej, potrząsnęła głową z rezygnacją.
- Daj mu czas. Mieszkacie razem, więc musicie się jakoś dogadać. Im mniej będzie towarzyszących temu siniaków, tym lepiej. A teraz rusz się, musimy się na coś zapisać, zanim te durnie z humana wszystko zajmą.
- Mike nie jest na humanie ?
- Nie, nie jestem ! – potężny krzyk przeszył powietrze tuż obok uszu blondyna. Niczym z podziemi wyrosła obok niego potężna sylwetka, która niespodziewanie dała mu kuskańca tuż pod żebra. Erwin mimowolnie się skulił, jednak na jego twarzy wykwitł szeroki uśmiech, gdy rozpoznał jednego ze swoich przyjaciół. Liczący prawie dwa metry wzrostu przybysz odwzajemnił uśmiech i machinalnie przeczesał palami swoją idealnie przystrzyżoną bródkę.
- Zacharius, gdzie byłeś na otwarciu ? – Hanji,całkowicie ignorując zwiniętego Erwina, przybiła Mike’owi piątkę.
- Spóźniłem się i siedziałem zaraz przy podwyższeniu. Hanji, znowu spałaś ?
- Skąd wiesz ? – Mike nie odpowiedział, a jedynie przekrzywił nieco jej głowę,by mogła przejrzeć się w jednym z okien.  Jej ramiona zaczęły niekontrolowanie drżeć,a z ust wydobył się nieartykułowany dźwięk, który po chwili zmienił się w głośny śmiech. Brązowy kucyk, którego miała, zmienił się w trudną do opisania plątaninę, która w artystycznym  nieładzie zwisała nad prawym uchem, a okulary nie dość, że przekrzywione, zaplątane były w kilka kosmyków i majestatycznie odstawały na przy uszach. Mężczyźni patrzyli na nią z politowaniem, gdy bezskutecznie próbowała powstrzymać napad histerycznego już teraz śmiechu. Po raz koleiny spojrzała w okno i nagle dźwięk się urwał. Zoe odskoczyła w tył, wpadając tym samym na Mike’a i wydając okrzyk przerażenia. Erwin natychymiast przeniósł wzrok na okno i mimowolnie zadrżał. Po drugiej stronie, niczym posąg, stał Levi. Włosy opadały mu na oczy, jednak mimo to jego spojrzenie przyprawiało o ciarki. Wciąż miał na sobie spodnie od mundurka, jednak marynarkę zmienił na za dużą czarną bluzę, której kaptur naciągnął na głowę. Jego blada twarz kontrastowała z czernią nadając całości koszmarnej aury. Nieskieskie spojrzenie blondyna skrzyżowało się z kobaltowym. Na sekundę. Która wydawała się wiecznością. Oczy szatyna zdawały się zmieniać jak w kalejdoskopie. Z początku znudzone, przeszły przez nienawiść,złość i niechęć do pustki. Erwin zdziwił się, gdy wreszcie znalazł słowo którego szukał. Pustka. Spojrzenie Levi’a było pozbawione czegokolwiek. Tak jakby dla chłopaka nic się nie liczyło. Nie przestraszył Hanji specjalnie, nic nie zrobił. Nagle Smitha ogarnęło dziwne uczucie. Więc to tak wygląda życie kogoś, kto różni się od reszty. Będą się go bali. Unikali go. I kpili, by ukryć swój strach. Bo Levi nie jest taki jak oni. Blondyn nie spodziewał się, że tak szybko zweryfikuje słowa Zoe. Nie gorszy, nie lepszy. Inny.  Spojrzenie się urwało. Levi naciągnął mocniej kaptur i chowając dłonie w kieszeniach, spokojnym krokiem ruszył w stronę ogrodu. Erwin stał jeszcze przez chwilę ze wzrokiem utkwionym w pustkę, jaka została za oknem. Mike i Hanji przyglądali mu się przez chwilę, próbując odgadnąć jego myśli. Pierwsza poruszyła temat Zoe.
- Mówiłam ci, że jest inny.
- I miałaś rację.
- Że co? Kto to w ogóle był ? – Zacharius posłał pozostałej dwójce otrzeźwiające spojrzenie.
- Mój wspólokator, ten nowy ze slumsów – Erwin potrząsnął głową z rezygnacją i posłał Mike’owi zbolałe spojrzenie. Zdziwił się, gdy wyższy z mężczyzn wyraźnie się zirytował.
- Erwin, dlaczego mówisz o tym jakby to było coś złego? I co to znaczy, że jest inny? Przecież tylko stał za oknem. W tym momencie brzmicie jak z taniego filmu akcji. Zawsze byłeś rozsądnym człowiekiem,a  w tym momencie już zdążyłeś go ocenić. Jebnij się w łeb Smith. I ty też,Zoe.
Zamurowało go. Już drugi raz tego dnia ktoś poucza go na temat relacji z Levim. Najgorsze jednak było to, że Mike miał rację. Mimo, że nie chciał, gdy tylko dowiedział się kim jest jego współlokator patrzył na niego inaczej. Blondyn miał ochotę spoliczkować samego siebie. Powstrzymał się jednak i wziął głęboki wdech.
- Ja...
- Już lepiej się zamknij, bo irytujesz mnie od pierwszego dnia. Ogarnij się Erwin, zanim kompletnie zmieszasz go z błotem. Idziemy na te zapisy ? – Zacharius pchnął pozostałą dwójkę w stronę drzwi. Odrobinę za mocno, gdyż Hanji poleciała do przodu niczym kłoda, a wyratowała się jedynie dzięki nieziemskiemu refleksowi Smitha. Nagle tknęła ją dziwna myśl.
- Ej, jakim cudem on się zdążył przebrać ? Minęły 2 minuty.
Mike chciał jej odpowiedzieć, jednak przeszkodził mu w tym krzyk jednego z ich rówieśników, który nagle pojawił się na auli.

- Wy, tam na dole ! Nie widzieliście może czarnej bluzy ?

1 komentarz:

  1. Zarąbiste!! *-*
    Tobie się nie spieszy, ale mi tak. Ja chce wiedzieć co będzie dalej. To opowiadanie jest inne i jest super! Nie wiem jak wytrzymam do następnego rozdziału. No ale muszę wytrwać.
    Życzę weny, weny i jeszcze raz weny!!!

    OdpowiedzUsuń