Ceremonia rozpoczęcia była przerażająco nudna. Zaczynając od
przemówienia dyrektora, który sam nie wiedział co powiedzieć, kończąć na
przedstawieniu nowych nabytków szkoły, które mogłyby mieć dla niej jakąkolwiek
wartość. Levi nie był zaskoczony, gdy zarówno Hanji jak i Erwin znaleźli się w
tej ścisłej czołówce. Mimo, że zamienił w tą dwójką maksymalnie dwa zdania,
podświadomie czuł, że nie są to ludzie, którym miejsce w tej szkole zapewniła
ilość cyfr na kontach rodziców. Gdy tylko część oficjalna się skończyła, masa
uczniów leniwie zaczęła wylewać się przez oszklone drzwi auli. Ale nie Levi. On
czekał. Czekał cierpliwie, aż cała sala opustoszała. Nie miał zamiaru zadawać
się z rówieśnikami i obiecał sobie za wszelką cenę ich unikać. Postanowienie to
pękło niczym bańka mydlana gdy poczuł czyjąś dłoń na swoim ramieniu.
- Idziemy na zapisy na zajęcia dodatkowe. Idziesz ? – Erwin najwyraźniej
zdążył całkowicie ochłonąć po wydarzeniach z ranka, gdyż jego głos był spokojny
a spojrzenie przyjazne. Obok niego stała Hanji, której wygląd jednoznacznie
wskazywał, że cały apel przespała na ramieniu blondyna. Szatyn natychmiast
strącił rękę Smitha i cofnął się o krok.
- Nie waż się mnie dotykać swoimi brudnymi łapami !– warknął
i nie czekając na reakcję szybkim krokiem ruszył do wyjścia. Zdziwony Erwin jedynie odprowadził go
wzrokiem.
- Nie tędy droga – Hanji pociągnęła go za rękaw w stronę
jednych z bocznych drzwi.
- Co masz na myśli ?
- Rzucając nim o ścianę a potem starając się być przyjaznym
jedyne co osiągniesz to strzał w łeb. On nie jest taki jak my,Erwin. Nie
twierdzę, że jest gorszy lub lepszy. Ale jest inny. I nie masz prawa od niego
oczekiwać więcej niż w tym momencie może ci dać.
Blondym uniósł brwi z niemym zdziwieniu. Zoe nie zwykła
dawać mu jakichkolwiek wykładów na temat stosunków międzyludzkich. Sama z
natury była outsiderem, szalonym naukowcem żyjącym w swoim własnym świecie.
- Dlaczego uważasz, że czekogolwiek od niego oczekuję ? Znam
go kilka godzin.
- Więc dlaczego się na niego gapisz ?
- Hanji, zdaje ci się.
- Erwin, ja stoję TUTAJ !
Słumiony krzyk poniósł się wśród pustych foteli. Erwin
rozglądnął się zszokowany. Hanji miała rację, mimo że ruszyli do wyjścia to
jego wzrok wciąż spoczywał na oszklonych drzwiach, którymi wyszedł Levi.
Dziewczyna,stojąca nagle kilka metrów dalej, potrząsnęła głową z rezygnacją.
- Daj mu czas. Mieszkacie razem, więc musicie się jakoś
dogadać. Im mniej będzie towarzyszących temu siniaków, tym lepiej. A teraz rusz
się, musimy się na coś zapisać, zanim te durnie z humana wszystko zajmą.
- Mike nie jest na humanie ?
- Nie, nie jestem ! – potężny krzyk przeszył powietrze tuż
obok uszu blondyna. Niczym z podziemi wyrosła obok niego potężna sylwetka,
która niespodziewanie dała mu kuskańca tuż pod żebra. Erwin mimowolnie się
skulił, jednak na jego twarzy wykwitł szeroki uśmiech, gdy rozpoznał jednego ze
swoich przyjaciół. Liczący prawie dwa metry wzrostu przybysz odwzajemnił
uśmiech i machinalnie przeczesał palami swoją idealnie przystrzyżoną bródkę.
- Zacharius, gdzie byłeś na otwarciu ? – Hanji,całkowicie
ignorując zwiniętego Erwina, przybiła Mike’owi piątkę.
- Spóźniłem się i siedziałem zaraz przy podwyższeniu. Hanji,
znowu spałaś ?
- Skąd wiesz ? – Mike nie odpowiedział, a jedynie
przekrzywił nieco jej głowę,by mogła przejrzeć się w jednym z okien. Jej ramiona zaczęły niekontrolowanie drżeć,a
z ust wydobył się nieartykułowany dźwięk, który po chwili zmienił się w głośny
śmiech. Brązowy kucyk, którego miała, zmienił się w trudną do opisania
plątaninę, która w artystycznym
nieładzie zwisała nad prawym uchem, a okulary nie dość, że
przekrzywione, zaplątane były w kilka kosmyków i majestatycznie odstawały na
przy uszach. Mężczyźni patrzyli na nią z politowaniem, gdy bezskutecznie
próbowała powstrzymać napad histerycznego już teraz śmiechu. Po raz koleiny
spojrzała w okno i nagle dźwięk się urwał. Zoe odskoczyła w tył, wpadając tym
samym na Mike’a i wydając okrzyk przerażenia. Erwin natychymiast przeniósł
wzrok na okno i mimowolnie zadrżał. Po drugiej stronie, niczym posąg, stał Levi.
Włosy opadały mu na oczy, jednak mimo to jego spojrzenie przyprawiało o ciarki.
Wciąż miał na sobie spodnie od mundurka, jednak marynarkę zmienił na za dużą
czarną bluzę, której kaptur naciągnął na głowę. Jego blada twarz kontrastowała
z czernią nadając całości koszmarnej aury. Nieskieskie spojrzenie blondyna
skrzyżowało się z kobaltowym. Na sekundę. Która wydawała się wiecznością. Oczy
szatyna zdawały się zmieniać jak w kalejdoskopie. Z początku znudzone, przeszły
przez nienawiść,złość i niechęć do pustki. Erwin zdziwił się, gdy wreszcie
znalazł słowo którego szukał. Pustka. Spojrzenie Levi’a było pozbawione
czegokolwiek. Tak jakby dla chłopaka nic się nie liczyło. Nie przestraszył
Hanji specjalnie, nic nie zrobił. Nagle Smitha ogarnęło dziwne uczucie. Więc to
tak wygląda życie kogoś, kto różni się od reszty. Będą się go bali. Unikali go.
I kpili, by ukryć swój strach. Bo Levi nie jest taki jak oni. Blondyn nie
spodziewał się, że tak szybko zweryfikuje słowa Zoe. Nie gorszy, nie lepszy.
Inny. Spojrzenie się urwało. Levi
naciągnął mocniej kaptur i chowając dłonie w kieszeniach, spokojnym krokiem
ruszył w stronę ogrodu. Erwin stał jeszcze przez chwilę ze wzrokiem utkwionym w
pustkę, jaka została za oknem. Mike i Hanji przyglądali mu się przez chwilę,
próbując odgadnąć jego myśli. Pierwsza poruszyła temat Zoe.
- Mówiłam ci, że jest inny.
- I miałaś rację.
- Że co? Kto to w ogóle był ? – Zacharius posłał pozostałej
dwójce otrzeźwiające spojrzenie.
- Mój wspólokator, ten nowy ze slumsów – Erwin potrząsnął
głową z rezygnacją i posłał Mike’owi zbolałe spojrzenie. Zdziwił się, gdy
wyższy z mężczyzn wyraźnie się zirytował.
- Erwin, dlaczego mówisz o tym jakby to było coś złego? I co
to znaczy, że jest inny? Przecież tylko stał za oknem. W tym momencie brzmicie
jak z taniego filmu akcji. Zawsze byłeś rozsądnym człowiekiem,a w tym momencie już zdążyłeś go ocenić. Jebnij
się w łeb Smith. I ty też,Zoe.
Zamurowało go. Już drugi raz tego dnia ktoś poucza go na
temat relacji z Levim. Najgorsze jednak było to, że Mike miał rację. Mimo, że
nie chciał, gdy tylko dowiedział się kim jest jego współlokator patrzył na
niego inaczej. Blondyn miał ochotę spoliczkować samego siebie. Powstrzymał się
jednak i wziął głęboki wdech.
- Ja...
- Już lepiej się zamknij, bo irytujesz mnie od pierwszego
dnia. Ogarnij się Erwin, zanim kompletnie zmieszasz go z błotem. Idziemy na te
zapisy ? – Zacharius pchnął pozostałą dwójkę w stronę drzwi. Odrobinę za mocno,
gdyż Hanji poleciała do przodu niczym kłoda, a wyratowała się jedynie dzięki
nieziemskiemu refleksowi Smitha. Nagle tknęła ją dziwna myśl.
- Ej, jakim cudem on się zdążył przebrać ? Minęły 2 minuty.
Mike chciał jej odpowiedzieć, jednak przeszkodził mu w tym
krzyk jednego z ich rówieśników, który nagle pojawił się na auli.
- Wy, tam na dole ! Nie widzieliście może czarnej bluzy ?
Zarąbiste!! *-*
OdpowiedzUsuńTobie się nie spieszy, ale mi tak. Ja chce wiedzieć co będzie dalej. To opowiadanie jest inne i jest super! Nie wiem jak wytrzymam do następnego rozdziału. No ale muszę wytrwać.
Życzę weny, weny i jeszcze raz weny!!!