Ku, oczywiście idealnie skrywanemu, zdziwieniu szatyna,
Erwin nie spojrzał na niego spode łba, a jedynie uśmiechnął się lekko i wrócił
do rozpakowywania swoich rzeczy.
- Więc to ty jesteś powodem plot na forach – rzucił przez
ramię, siadając na łóżku i odpalając swojego laptopa.
- Czyżby? – Levi nieśpiesznie ruszył w kierunku swojego
biurka i usiadł na jego krawędzi. Przeczuwał, że jego obecność nie pozostanie
niezauważona przez resztę snobistycznej społeczności, jednak planował pozostać
anonimem tak długo, jak tylko było to możliwe.
- W tego typu szkołach nic się nie ukryje. Chociaż w sumie to
troche dziwne,że już o tobie wiedzą, skoro dopiero co się wprowadziłeś.
- Mieszkam tu ponad tydzień.
Blondyn oderwał swoje niebieskie tęczówki od przeglądarki i
ze zdziwieniem otaskował pokój wzrokiem.
Oprócz jego walizki, z której wystawały skrawki ubrań, w pomieszczeniu
panował idealny porządek. Gdyby nie obecność podręczników na biurku Levi’a oraz
samego chłopaka, nigdy nie domyśliłby się że dany pokój jest zamieszkany.
- Strasznie czysto...– rzucił, zanim zdąrzył się
powstrzymać.
- I tak ma zostać – niższy z mężczyzn zwinnie zeskoczył z
biurka i bez słowa wyszedł z pokoju, czując,jak błękitne spojrzenie wwiercają
się w jego plecy. Szybkim krokiem przemierzył korytarz i upewniwszy się, że
jest pusto, wyciągnął telefon z tylniej kieszeni spodni. Przez chwilę patrzył z
politowaniem na ledwo działające urządzenie, po czym nacisnął kilka klawiszy.
Na powrót schował telefon i już
spokojniej ruszył dalej. Zatrzymał się za zakrętem, na wprost wielkiego okna,
wychodzącego na dziedziniec. Cicho przekręcił rączkę i pozwolił, by wielka
szyba uchyliła się z cichym jękiem. Następnie jedym susem przeskoczył parapet i
przekręcając się w locie, jedną ręką złapał krawędź biegnącej wzdłuż ściany
rynny. Niczym kot wspiął się po niej i kilka sekund później jego stopy cicho
uderzyły o szkolny dach. Dopiero tutaj szatyn odetchnął głęboko. Nie ważne jak
rozległa była placówka, do której skazany był uczęszczać, miał wrażenie, że
otaczające go mury go duszą. Były niczym więzienie, które dla wszystkich oprócz
niego zdawało się być rajem. Nie obchodziła go ani renoma szkoły, do której go
zapisano, ani przyszłość, jaką mu obiecywano.
Od kogoś, kto został wyrwany ze swojego świata nikt nie miał prawa
oczekiwać wdzięczności. Levi przymknął oczy i wrócił myślami do tamtego dnia.
Dnia, w którym wszystko co znał zostało mu odebrane. Dnia, w którym policja
brutalnie wpadła do jego mieszkania i bez słowa wywlekła go ze sobą. Pamiętał
jak zimne kajdanki boleśnie wbijały się w jego nadgarstki, gdy brutalnie
ciągnięty za włosy został wepchnięty do radiowozu. Nie wiedział, jakim cudem go
znaleźli, jednak wtedy nie miało to żadnego sensu. Jedyne, o czym mógł wtedy
myśleć to na jak długo będzie musiał zamieszkać w przytulnej celi. Jak przez
mgłę widział swoje odbicie w weneckim lustrze. Swoje rozwalone łuki brwiowe i
rozciętą wargę. I człowieka, który
siedział mu naprzeciw. Człowieka, który kilkoma podpisami zwolnił go z aresztu
tylko po to, by przywieźć do tutaj. Wtedy Levi nie zadawał pytań. Teraz, gdy
powoli docierało do niego, gdzie trafił, sam nie wiedział czy powinien żałować
czy nie. Blade palce przejechały wolno po wygolonej potylicy. Kobaltowe oczy
spojrzały z góry na plac przed budynkiem, który stopniowo zapełniał się tłumem
czarno-białych postaci. Z tej odległości wyglądali jak bezkształtna masa, bydło
ciągnące za resztą. Levi przez chwilę patrzył na nich z politowaniem. Fakt, że
już za kilka godzin zostanie członkiem tej społeczności napawał go wstrętem.
Spokojnie wycofał się z krawędzi dachu i pewnie ruszył w stronę auli. Czuł, jak
dachówki skrzypią pod jego butami. Kilka z nich niebezpiecznie zachybotało w
reakcji na jego ciężar. Chłopak doszedł do irytującego wniosku, że w tym
wypadku skakanie po budynkach nie wchodzi w rachubę, o ile nie chce mieć na
karku kosztów naprawy dachu i życia kilku osób, które mogłby ucierpieć od
spadających z nieba dachówek. Wreszcie dotarł do auli i z zadowoleniem
zauważył, że jedno z dachowych okien jest otwarte. Ostrożnie spojrzał do
wnętrza budynku, jednak sala świeciła pustkami. Zwinnie wślizgnął się do
środka, lądując cicho na jedym z foteli. Dziękował w duchu, że siedzenia
rozmieszczone były pod skosem, dzięki czemu skok z okna w ogóle był możliwy. Podniósł
się i jak gdyby nigdy nic zajął miejsce w ostatnim rzędzie. Na sali panował
przyjemny półmrok i nieprzenikniona cisza. No, prawie nieprzenikniona. Levi poczuł
ruch po swojej prawej stronie i ciepły oddech łaskotający go w ucho.
- Imponujące – cichy szept nieznajomego przerodził się w
głośne stęknięcie, gdy szatyn bez ostrzeżenia chwycił intruza za koszulę i
podrywając się z krzesła,przerzucił go sobie przez bark. Zaskoczona postać z
impetem uderzyła o twardą, drewnianą podłogę i Levi zdał sobię sprawdę, że była
to kobieta. Co prawda w spodniach i zbyt dużej, męskiej koszuli, ale wciąż
kobieta. Jej brązowe, upięte wysoko włosy sterczały jej na głowie, a
powykrzywiane okulary zjechały na sam czubek nosa. Ale co najdziwniejsze,
dziewczyna nie zdawała się być ani odrobinę zdenerwowana faktem, że właśnie
brutalnie rzucono nią o podłogę. Wręcz przeciwnie, uśmiechała się , nieudolnie
maskując grymas bólu. Po kilku sekudnach ciszy i mierzenia wzrokiem Levi’a,
powoli podniosła się na łokciach i usiadła po turecku na ziemi. Jak gdbyby
nigdy nic zaczęła otrzepywać swoją koszulę z niewidzialnych pyłków, z oczami wciąż wlepionymi w stojącego przed
nią chłopaka. Który powoli zaczynał czuć się nieswojo. Nie czuł co prawda
poczucia winy,że właśnie poturbował jakąś pannę, jednak narastająca między nimi
cisza zdawała się gęstnieć z każdą sekundą.
-Hanji ! – czyjś krzyk rozbrzmiał po auli, a zarówno
dziewczyna jak i Levi automatycznie odwrócili głowy w stronę jego źródła. Które
okazało się szybko zmierzającym w ich stronę Smithem. Na widok blondyna
okularnica podniosła się z podłogi i uśmiechnęła radośnie. Jednak Erwin nie
odwzajemnił jej uśmiechu, minąłwszy ją bez słowa podszedł do Levi’a i zacisnął
dłonie na jego koszuli, przyszpilając go do znajdującej się za nim ściany.
- Co to, kurwa, było ? – wyższy z mężczyzn zbliżył się
niebezpiecznie do twarzy szatyna, wciąż napierając na jego klatkę piersiową i
uniemożliwiając mu zaczerpnięcie głębszego wdechu. Jego błękitne oczy ciskały
błyskawicami w te kobaltowe,w których malowało się nieme zdziwienie. Mimo chęci
wyrwania się z uścisku, Levi nie mógł się ruszyć. Zupełnie, jakby coś blokowało
go od środka. Czuł, jak gorący oddech Smitha parzy jego policzki. Jak silne
dłonie coraz mocniej napierają na splot słoneczny. Ale nie potrafił się
postawić. Nagle kontakt wzrokowy ustał,uścisk zelżał a sam blondym skulił się i
w ociąganiem puścił koszulę szatyna.
- Za co ? – mruknął Erwin, powoli się prostując i
rozmasowując miejsce, gdzie trafił go łokieć Hanji.
- Nie potrzebuję obrońcy, Smith. Lepiej to zapamiętaj.
Dziewczyna skierowała swój wzrok na Levi’a który wciąż stał
przy ścianie, niezdolny do jakiegokolwiek ruchu. Nawet, gdy brunetka bez słowa
podeszła do niego i poprawiła mu koszulę i żabot, jego ciało jedynie zadrżało.
Przez chwilę poczuł się przez nie zdradzony. Tymczasem Hanji odeszła już od
niego i odwróciła się w stronę podium, na którym wkrótce miały zacząć się
uroczystości. Westchnęła głęboko.
-Lepiej żeby cały rok był taki jak ten poranek, bo inaczej
to przyjdzie nam tu ochujeć.
- Nie przesadzasz trochę, Zoe ? – Erwin uniósł jedną brew i
zrównał się z dziewczyną.
- Widziałeś tych pchających drzwiami i oknami snobów ? Jak
wrzucą mi do pokoju jakąś wysoko urodzoną pannę to przeprowadzam się do ciebie.
I gówno mnie obchodzi, że tu nie uznają koedukacyjnych. Swoją drogą, wiesz już
z kim mieszkasz ?
Blodyn uśmiechnął się półgębkiem i chwytając brunetkę za
ramię, odwrócił w stronę Levi’a, który, po odzyskaniu kontroli nad swoim ciałem,
obserwował ich dwójkę ze znudzeniem.
- Hanji, poznaj Levi’a.
Uuuu... moje ukochane opowiadanie tak prędko. Jestem szczęśliwa jak diabli. Przeczytałam od razu jak tylko zobaczyłam, że jest.
OdpowiedzUsuńBardzo ci dziękuję, że nadal piszesz, chociaż jak na razie masz jednego komentującego (miejmy nadzieję, że się to niedługo zmieni).
Odnośnie samego opowiadania... jak zwykle cudo. Bardzo podoba mi się styl świata, w którym są osadzeni bohaterowie (czy ja tego już nie mówiłam?). Pomimo zmiany świata przedstawionego, utrzymujesz charakter bohaterów, za co naprawdę cię podziwiam. Fajnie także, że pojawiła się Hanji. Nie powiem, że ją bardzo lubię, ale strasznie mi się podoba gdy wtrąca się w sprawy pomiędzy Levi'em i Erwin'em.
Jedyne co mnie chyba uraziło to to przekleństwo ze strony Erwin'a.... chociaż może... w obronie kobiety by się tak zachował. Może... nie wiem... w SnK romansów nie było i teraz problemy mam.
W ogóle jeszcze raz dziękuję za ten dedyk. Jestem naprawdę zdziwiona (dotąd się nie otrząsnęłam xD).