Coś krępuje mi
nadgarstki. Dlaczego nie mogę się ruszyć? Coś pełznie mi po plecach, kieruje
się niżej i niżej. Czyjść oddech uderza w mój kark,a wielkie dłonie chwytają w
pasie. Pamiętam ten dotyk. Chce krzyczeć, ale z moich ust nie ucieka żaden
dźwięk.A ręce wędrują coraz niżej. Strach mnie paraliżuje, nie umiem z nim
walczyć. Ochydne palce wędrują pod spodnie.
Cichy krzyk przeszywa nocną ciszę niczym ostry nóż. Oczy
Levi’a są szeroko otwarte, w ich kącikach widać łzy. Chłopak chce wstać, jednak
dłonie Erwina mocno przyciskają jego ramiona do materaca. Duże, błękitne oczy
obserwują, jak krople potu spływają po skroniach czarnowłosego, jak jego
rozchylone usta walczą o każdy oddech. Chłopak jest przerażony. Gdy dociera do
niego, że jest trzymany natychmiast się wyrywa, mocnym kopnięciem zwalając
blondyna z nóg. Szybko zrywa się z łóżka i dobiega do okna, które wieczorem
odruchowo zostawił otwarte. Stawia bose nogi na parapecie, kątem oka
dostrzegając biegnącą obok okna rynnę.
- Stój ! – krzyk Erwina cudem dociera do jego świadomości.
Levi zamiera w pół kroku, jego stopa zwisa za oknem, ręce przygotowane są do
chwycenia rynny. Kobaltowe oczy zdają się być dzikie, napędzane strachem. Ale
mimo wszystko chłopak się zatrzymał. Erwin powolnym krokiem podszedł do okna,
uważnie obserwując każde drgnięcie małego ciała na parapecie. Nie przerywając
kontaktu wzrokowego ani na sekundę, spokojnie wyciąga do niego rękę. Czeka.
Oddech Levi’a się uspokaja, chłopak przymyka oczy i z ociąganiem cofa wystającą
nogę z powrotem na zimnę płytę. Chwyta dłoń Smitha, pozwala mu się przytrzymać
przy schodzeniu z okna, mimo iż jego ciało drży przy każdym dotyku blondyna.
Przy dotyku kogokolwiek. Erwin chwyta go w pasie i prowadzi do najbliższego
łóżka. Czarnowłosy wydaje się być już całkowicie spokojny, na jego twarz wraca
znana wszystkim maska znużenia i niesmaku. Jedynie oczy wciąż są rozbiegane i
nieobecne. Niebieskooki siada obok niego i patrzy. Nie ocenia ani nie gani,
jedynie patrzy. Pozwala Levi’owi całkowicie ochłonąć. Przetrawić obecną sytuację.
Trzecią w tym miesiącu. Czarnowłosy spogląda ukradkiem na Smitha. Od incydentu
z prośbą minął ponad miesiąc, i chłopak sam nie zauważył, kiedy nie tyle zaczął
szanować blondyna, co zwyczajnie go polubił. Nie była to relacja wylewna,
jednak nie wiedzieć czemu Levi ufał Smithowi. Ufał jemu doświadczeniu w
świecie, który teraz był dla niego zupełnie obcy. Chwilami czuł się jakby
wyższy chłopak przyjął go pod swoje skrzydła, jednak nie próbując nad nim
panować. Jednocześnie z nim jego ukryty respekt zaskarbili sobie Zacharius i
Zoe. I mimo że reszta społeczności szkolnej patrzyła na niego z jawną odrazą i
lekceważeniem, on nauczył się całkowicie to ignorować. Erwin nigdy tak na niego nie spojrzał. Byli
równi. Choć to blondyn zawsze był górą. Levi uświadomił sobie, że siedzący obok
niego chłopak wciąż mu się przygląda. Czeka.
- Masz zamiar mi powiedzieć ?
- Nie.
- Co ci się śniło ?
- Zwykły koszmar. Wracam do siebie – czarnowłosy zdecydowanie
podniósł się z łóżka, jednak po chwili ponownie na nie opadł, przygnieciony
przez rosłego blondyna. Tym razem nawet nie próbował się wyrwać. Erwin usiadł
na nim okrakiem i tak jak ostatnio, przygwoździł jego ręce do wciąż ciepłego
materaca. Przez dłuższą chwilę obaj mieżyli się wzrokiem. Nienawistny kobalt i
zimny błękit toczyły ze sobą niewidzialną walkę.
- Co ci się śniło ?
-Już ci powiedziałem. Złaź ze mnie do jasnej cholery. Drugi
raz nie będę cię prosić.
Ledwie wyczuwalne drżenie głosu pod koniec zdania uderzyło w
Erwina. Widział, jak usta Levi’a zaciskają się w wąską linię, jak dłonie
automatycznie formują się w pięści. Jednak w jego oczach oprócz nienawiści było coś jeszcze. Głęboko ukryte,
najwidoczniej chowane przez lata. Levi się bał.
- Dlaczego się mnie boisz ?
Erwin oczekiwał zaprzeczenia. Wierzgnięcia i stwierdzenia,
że chyba go do reszty pojebało. Kolejnych błyskawic z oczu i być może boleśnego
ciosu w szczękę. Ale tak się nie stało. Levi zamknął oczy i przekręcił głowę,
wtulając ją w miękki materac. Do uszu Erwina doszedł cichy, ledwie słyszalny
szept.
- Nie ciebie. Twoich dłoni...
Blondyna zatkało. Czarnowłosy ewidentnie bał się na niego
spojrzeć, jednak nie napinał już wszystkich mięści. Był bierny. Jakby czekał.
Na co czekasz, Levi ?
Smith odczekał kilka sekund po czym powoli puścił nadgarski
chłopaka i zsunął się z niego. Już drugi raz w przeciągu kilkunastu minut Levi
go zaskoczył i nie zerwał się natychmiast po wyswobodzeniu z uścisku. Zamiast
tego podkulił nogi pod brodę i objął je rękami. Przez chwilę Erwin był pewien,
że chłopak płacze, jednak on jedynie mocno zaciskał powieki. Blondym mimowolnie
zaczął się mu przyglądać. Chłopak znowu spał w zbyt dużej koszulce, która
dodatkowo teraz potargała się na ramieniu, ukazując białą skórę. Znowu zawiesił
swój niebieski wzrok na szramie na szyi, którą czarnowłosy zawsze chował pod
śnieżnobiałym żabotem. Levi spał w
szortach, które sięgały mu do połowy ud. Erwin pierwszy raz widział nogi
współlokatora. Umieśnione i całe w bliznach. Nagle jego żołądek zawiązał się w
ciężki supeł. Im wyżej sięgał wzrokiem, tym blizn było więcej. Ewidentnie
odznaczały się tam ślady po pasach, co prawda zatarte, ale wciąż widoczne.
Mniejsze lub większe cięcia, zbyt staranne jak na zdobyte w przypadkowej
ulicznej walce. Coś co wyglądało jak przypalenia. Blondyn powoli położył jedną
dłoń na ramieniu chłopaka, a drugą złapał go za podbródek. Ignorując drżenie
Levi’a, zmusił go by na siebie spojrzał. Teraz w kobaltowych tęczówkach
dominował tylko strach.
- Kto ci to zrobił ?
- Nie dotykaj mnie.
- Kto ?
- Nie wiem. Nigdy się nie przedstawiali.
Smith zachłysnął się powietrzem. Powoli w jego głowie
zaczynała formować się straszna myśl.
- Co ci robili, Levi ? – chłopak wzruszył ramionami,
ponownie zamykając oczy. Nie mogąc znieść wzroku Erwina.
- Co chcieli.
- Dlaczego ? – głos wyższego z chłopców drżał. Jego palce
mocniej zacisnęły się na ramieniu i szczęce leżącego Levi’a, którego powieki
wciąż były silnie zaciśnięte, a brwi zmarszczone.
- Bo na tym polega ta praca. Oni mają ciebie. Ty masz ich
pieniądze. Nie pierdol Smith, wiesz jak to działa.
- Jak długo to trwa ?
- Trwało. Odkąd skończyłem 12 lat do 15.
Erwin przyglądał mu się przez chwilę, jednak nie cofnął rąk.
Powoli do niego docierało, co właśnie usłyszał. I zrozumiał, jak mało jeszcze o
nim wie. Do tej pory Levi wydawał mu się jedynie bardzo aspołeczny i zamknięty
w sobie. Smith był zły na siebie, jak długo zajęło mu dojście do prostego i
oczywistego faktu. Levi nie był zamknięty. Był złamany.
- Spójrz na mnie – gdy ciężkie spojrzenie skrzyżowało się z
błękitym, Erwin wziął głębszy oddech.
- Już nigdy więcej nikt cię nie dotknie, rozumiesz ?
Levi prychnął wzgardliwie.
- Jak możesz mi to zagwarantować, Smith ?
- Nikt nie dotyka tego, co jest moje.
Czarnowłosy otworzył szerzej oczy i mimowolnie napiął
wszystkie mięśnie. Erwin przeczekał to i powoli wsunął ręce pod zwinięte ciało
chłopaka. Bez większego trudu lub oporu z jego strony podniósł go i zaniósł na
powrót do jego łóżka. Bez słowa przykrył go i zamierzał wrócić do siebie, gdy
jego wzrok spoczął na otwartym na oścież oknie, przez które do pokoju wpadało
chłodne, październikowe powietrze. Cicho podszedł do niego i zdecydowanie je
zamknął, ani przez chwilę nie patrząć na skuloną po drugiej stronie pokoju
postać.
Witam.. Witam...
OdpowiedzUsuńdawno nie komentowałam xD to znaczy opuściłam komentarz przy fiku "Widzę kruki", bo czytałam już go wcześniej. Więc tak. Jak zwykle zarąbiście. Boniu... *-* Erwin taki stanowczy, a Levi... niby się stawia a niby nie. Super. Naprawdę znakomicie ci to wyszło. Czekam na kolejny rozdział i oczywiście na KnB.