Fanfiction

One-shots

Serie własne

Nikt nie dotyka tego, co jest moje.

No, zmotywowałam się i napisałam. Jak zawsze proszę o opinie i zapraszam również do zakładki one-shots, gdzie wrzuciłam nowi fik ,,Widzę kruki" :D


Coś krępuje mi nadgarstki. Dlaczego nie mogę się ruszyć? Coś pełznie mi po plecach, kieruje się niżej i niżej. Czyjść oddech uderza w mój kark,a wielkie dłonie chwytają w pasie. Pamiętam ten dotyk. Chce krzyczeć, ale z moich ust nie ucieka żaden dźwięk.A ręce wędrują coraz niżej. Strach mnie paraliżuje, nie umiem z nim walczyć. Ochydne palce wędrują pod spodnie.
Cichy krzyk przeszywa nocną ciszę niczym ostry nóż. Oczy Levi’a są szeroko otwarte, w ich kącikach widać łzy. Chłopak chce wstać, jednak dłonie Erwina mocno przyciskają jego ramiona do materaca. Duże, błękitne oczy obserwują, jak krople potu spływają po skroniach czarnowłosego, jak jego rozchylone usta walczą o każdy oddech. Chłopak jest przerażony. Gdy dociera do niego, że jest trzymany natychmiast się wyrywa, mocnym kopnięciem zwalając blondyna z nóg. Szybko zrywa się z łóżka i dobiega do okna, które wieczorem odruchowo zostawił otwarte. Stawia bose nogi na parapecie, kątem oka dostrzegając biegnącą obok okna rynnę.
- Stój ! – krzyk Erwina cudem dociera do jego świadomości. Levi zamiera w pół kroku, jego stopa zwisa za oknem, ręce przygotowane są do chwycenia rynny. Kobaltowe oczy zdają się być dzikie, napędzane strachem. Ale mimo wszystko chłopak się zatrzymał. Erwin powolnym krokiem podszedł do okna, uważnie obserwując każde drgnięcie małego ciała na parapecie. Nie przerywając kontaktu wzrokowego ani na sekundę, spokojnie wyciąga do niego rękę. Czeka. Oddech Levi’a się uspokaja, chłopak przymyka oczy i z ociąganiem cofa wystającą nogę z powrotem na zimnę płytę. Chwyta dłoń Smitha, pozwala mu się przytrzymać przy schodzeniu z okna, mimo iż jego ciało drży przy każdym dotyku blondyna. Przy dotyku kogokolwiek. Erwin chwyta go w pasie i prowadzi do najbliższego łóżka. Czarnowłosy wydaje się być już całkowicie spokojny, na jego twarz wraca znana wszystkim maska znużenia i niesmaku. Jedynie oczy wciąż są rozbiegane i nieobecne. Niebieskooki siada obok niego i patrzy. Nie ocenia ani nie gani, jedynie patrzy. Pozwala Levi’owi całkowicie ochłonąć. Przetrawić obecną sytuację. Trzecią w tym miesiącu. Czarnowłosy spogląda ukradkiem na Smitha. Od incydentu z prośbą minął ponad miesiąc, i chłopak sam nie zauważył, kiedy nie tyle zaczął szanować blondyna, co zwyczajnie go polubił. Nie była to relacja wylewna, jednak nie wiedzieć czemu Levi ufał Smithowi. Ufał jemu doświadczeniu w świecie, który teraz był dla niego zupełnie obcy. Chwilami czuł się jakby wyższy chłopak przyjął go pod swoje skrzydła, jednak nie próbując nad nim panować. Jednocześnie z nim jego ukryty respekt zaskarbili sobie Zacharius i Zoe. I mimo że reszta społeczności szkolnej patrzyła na niego z jawną odrazą i lekceważeniem, on nauczył się całkowicie to ignorować.  Erwin nigdy tak na niego nie spojrzał. Byli równi. Choć to blondyn zawsze był górą. Levi uświadomił sobie, że siedzący obok niego chłopak wciąż mu się przygląda. Czeka.
- Masz zamiar mi powiedzieć ?
- Nie.
- Co ci się śniło ?
- Zwykły koszmar. Wracam do siebie – czarnowłosy zdecydowanie podniósł się z łóżka, jednak po chwili ponownie na nie opadł, przygnieciony przez rosłego blondyna. Tym razem nawet nie próbował się wyrwać. Erwin usiadł na nim okrakiem i tak jak ostatnio, przygwoździł jego ręce do wciąż ciepłego materaca. Przez dłuższą chwilę obaj mieżyli się wzrokiem. Nienawistny kobalt i zimny błękit toczyły ze sobą niewidzialną walkę.
- Co ci się śniło ?
-Już ci powiedziałem. Złaź ze mnie do jasnej cholery. Drugi raz nie będę cię prosić.
Ledwie wyczuwalne drżenie głosu pod koniec zdania uderzyło w Erwina. Widział, jak usta Levi’a zaciskają się w wąską linię, jak dłonie automatycznie formują się w pięści. Jednak w jego oczach oprócz nienawiści  było coś jeszcze. Głęboko ukryte, najwidoczniej chowane przez lata. Levi się bał.
- Dlaczego się mnie boisz ?
Erwin oczekiwał zaprzeczenia. Wierzgnięcia i stwierdzenia, że chyba go do reszty pojebało. Kolejnych błyskawic z oczu i być może boleśnego ciosu w szczękę. Ale tak się nie stało. Levi zamknął oczy i przekręcił głowę, wtulając ją w miękki materac. Do uszu Erwina doszedł cichy, ledwie słyszalny szept.
- Nie ciebie. Twoich dłoni...
Blondyna zatkało. Czarnowłosy ewidentnie bał się na niego spojrzeć, jednak nie napinał już wszystkich mięści. Był bierny. Jakby czekał.
Na co czekasz, Levi ?
Smith odczekał kilka sekund po czym powoli puścił nadgarski chłopaka i zsunął się z niego. Już drugi raz w przeciągu kilkunastu minut Levi go zaskoczył i nie zerwał się natychmiast po wyswobodzeniu z uścisku. Zamiast tego podkulił nogi pod brodę i objął je rękami. Przez chwilę Erwin był pewien, że chłopak płacze, jednak on jedynie mocno zaciskał powieki. Blondym mimowolnie zaczął się mu przyglądać. Chłopak znowu spał w zbyt dużej koszulce, która dodatkowo teraz potargała się na ramieniu, ukazując białą skórę. Znowu zawiesił swój niebieski wzrok na szramie na szyi, którą czarnowłosy zawsze chował pod śnieżnobiałym żabotem. Levi spał w  szortach, które sięgały mu do połowy ud. Erwin pierwszy raz widział nogi współlokatora. Umieśnione i całe w bliznach. Nagle jego żołądek zawiązał się w ciężki supeł. Im wyżej sięgał wzrokiem, tym blizn było więcej. Ewidentnie odznaczały się tam ślady po pasach, co prawda zatarte, ale wciąż widoczne. Mniejsze lub większe cięcia, zbyt staranne jak na zdobyte w przypadkowej ulicznej walce. Coś co wyglądało jak przypalenia. Blondyn powoli położył jedną dłoń na ramieniu chłopaka, a drugą złapał go za podbródek. Ignorując drżenie Levi’a, zmusił go by na siebie spojrzał. Teraz w kobaltowych tęczówkach dominował tylko strach.
- Kto ci to zrobił ?
- Nie dotykaj mnie.
- Kto ?
- Nie wiem. Nigdy się nie przedstawiali.
Smith zachłysnął się powietrzem. Powoli w jego głowie zaczynała formować się straszna myśl.
- Co ci robili, Levi ? – chłopak wzruszył ramionami, ponownie zamykając oczy. Nie mogąc znieść wzroku Erwina.
- Co chcieli.
- Dlaczego ? – głos wyższego z chłopców drżał. Jego palce mocniej zacisnęły się na ramieniu i szczęce leżącego Levi’a, którego powieki wciąż były silnie zaciśnięte, a brwi zmarszczone.
- Bo na tym polega ta praca. Oni mają ciebie. Ty masz ich pieniądze. Nie pierdol Smith, wiesz jak to działa.
- Jak długo to trwa ?
- Trwało. Odkąd skończyłem 12 lat do 15.
Erwin przyglądał mu się przez chwilę, jednak nie cofnął rąk. Powoli do niego docierało, co właśnie usłyszał. I zrozumiał, jak mało jeszcze o nim wie. Do tej pory Levi wydawał mu się jedynie bardzo aspołeczny i zamknięty w sobie. Smith był zły na siebie, jak długo zajęło mu dojście do prostego i oczywistego faktu. Levi nie był zamknięty. Był złamany.
- Spójrz na mnie – gdy ciężkie spojrzenie skrzyżowało się z błękitym, Erwin wziął głębszy oddech.
- Już nigdy więcej nikt cię nie dotknie, rozumiesz ?
Levi prychnął wzgardliwie.
- Jak możesz mi to zagwarantować, Smith ?
- Nikt nie dotyka tego, co jest moje.

Czarnowłosy otworzył szerzej oczy i mimowolnie napiął wszystkie mięśnie. Erwin przeczekał to i powoli wsunął ręce pod zwinięte ciało chłopaka. Bez większego trudu lub oporu z jego strony podniósł go i zaniósł na powrót do jego łóżka. Bez słowa przykrył go i zamierzał wrócić do siebie, gdy jego wzrok spoczął na otwartym na oścież oknie, przez które do pokoju wpadało chłodne, październikowe powietrze. Cicho podszedł do niego i zdecydowanie je zamknął, ani przez chwilę nie patrząć na skuloną po drugiej stronie pokoju postać.

1 komentarz:

  1. Witam.. Witam...
    dawno nie komentowałam xD to znaczy opuściłam komentarz przy fiku "Widzę kruki", bo czytałam już go wcześniej. Więc tak. Jak zwykle zarąbiście. Boniu... *-* Erwin taki stanowczy, a Levi... niby się stawia a niby nie. Super. Naprawdę znakomicie ci to wyszło. Czekam na kolejny rozdział i oczywiście na KnB.

    OdpowiedzUsuń