Gdy Erwin wrócił do pokoju, Levi już tam był. Leżał
sztywno na łóżku i ignorując pojawienie się blondyna, skupiał całą swoją uwagę
na trzymanym na udach laptopie. Wyższy z mężczyzn przyglądał mu się przez
chwilę. Widział, jak smukłe, blade palce uderzają cicho o wypłowiałe klawisze,
jak czarne kosmyki opadają na kobaltowe oczy, zakrywając je niemal całkowicie.
Delikatne wznoszenie i opadanie klatki piersiowej, teraz okrytej wyciągniętym
t-shirtem. Kątem oka zauważył szramę na szyi chłopaka, jednak nie zdążył się
jej przyjrzeć.
- Dlaczego się na mnie gapisz ? – głos czarnowłosego
przywołał Erwina do życia. Przez chwilę miał on ochotę zignorować chłopaka. Już
podczas wcześniejszej rozmowy z Hanji i Zachariusem obiecał sobie, że nie
będzie na siłę próbował nawiązać kontaktu z tym dziwnym, niskim gburem. Jednak
nie wiedzieć czemu, coś ciągnęło go, być choć trochę go poznać. Blondyn sam do
końca nie rozumiał, dlaczego. Znał go kilka godzin, a zamienili może jakieś
trzy zdania. Jednak nie umiał zaprzeczyć, że chłopak go intrygował. Nim zdążył
się powstrzymać, usłyszał własne słowa wybrzmiewające w pokoju.
- Bo mnie intrygujesz.
Do tej pory groźnie zmarszczone brwi Levi’a podjechały do
góry w niemym zdumieniu. Chłopak oderwał wzrok od monitora i powoli przeniósł
go na rosłą postać, która powoli podchodziła do jego łóżka. Oczy blondyna
zdawały się skanować każdy centymetr jego osoby, jednak nie w sposób, który
można by uznać za nachalny. Smith bez słowa usiadł na łóżku czarnowłosego i
jakby całkowicie zapominając o swojej wcześniejszej wypowiedzi, zaczął normalną
rozmowę.
- Zapisałeś się już na dodatkowe ?
- Nie mam zamiaru chodzić na nic dodatkowego, Smith.
- Tak jakbyś miał wybór – widząc zdumienie w kobaltowych
tęczówkach, do Erwina doszedł fakt, że Levi nigdy wcześniej nie był w prywatnej
szkole. Nic nie wiedział o panujących tu zasadach, a i regulamin z pewnością
był dla niego jedynie świstkiem papieru przyklejonym do tablicy ogłoszeń.
- Każdy uczeń musi chodzić na przynajmniej dwa różne
kółka. Jeżeli nie zapiszesz się na czas, wrzucają cię gdzie popadnie. Teraz
jest już trochę późno, więc bardzo prawdopodobne, że już nic ciekawego nie zostało.
Levi spojrzał na niego przeciągle, po czym jakby do
niechcenia wystukał coś na klawiaturze.
- Coś polecasz ?
- Hę ?
- Na jakie gówniane kółka warto iść, żeby nie odjebać
z nudów. Ty gdzie się zapisałeś ?
- Jesteśmy zapisani razem z Hanji na jeździectwo i ja na
szachy, a ona na labolatorium. Ale pewnie coś dla siebie znajdziesz. Znaczy
jakby były miejca, a pewnie już nie ma.
- Jeździectwo brzmi nieźle. Dobra, niech będzie to i
informatyka. Boże, niech będzie można nosić własny komputer...
- Chyba nie sądzisz, że załapiesz się na informatykę. To
idzie jako pierwsze.
Chłopak spojrzał na
niego z politowaniem i bez słowa odwrócił w jego stronę swojego laptopa. Erwin przez
chwilę musiał się zastanowić, na co właściwie patrzy. Przed jego oczami zamigał
spis kółek i ich uczestników. Strona wygladała dziwnie, nie przypominała
szablonu oficjalnej strony ich szkoły. Blondyn zauważył, że w prawym górnym
rogu wytłuszczonym drukiem błyszczy napis ADMINISTRATOR. Levi, nawet nie
patrząc na ekran i kawiaturę, nakierował kursor na rubrykę informatyczną i
wpisał się na listę, tak samo jak chwilę później zrobił z listą na jeździectwo.
Bez słowa zamknął okno i wyłączył urządzenie. Napotkał głębokie spojrzenie
Smitha i zauważył lekki uśmiech wykrzywiający jego wargi.
- Dlatego cię tu zapisano, prawda ?
- Raczej nie przez wzgląd na ładne oczy.
- Ile ci zajęło włamanie się na stronę szkoły ? –
niebieskooki był wyraźnie zainteresowany umiejętnościami Levi’a, który jednynie
rzucił mu znudzone spojrzenie.
- Kilka minut. A teraz złaź z mojego łóżka, nie pozwoliłem
ci usiąść.
Erwin chciał posłuchać. Ale nie zrobił tego. W jego
wnętrzu obudziło się coś, co do tej pory udawało mu się skrzętnie ukrywać. Był
jednynie uczniem, radzenie sobie w społeczności szkolnej wymagało od niego
spokoju i dyplomacji. Jednak doskonale zdawał sobie sprawę, że różni się od
innych ludzi. Już w dzieciństwie jego rodzice odkryli jego talent do strategii
i przywódctwa. Od wielu lat kształcił się w tej dziedzinie i gdyby zestawić go z najlepszymi strategami
świata, ich poziom byłby równy. Przekonanie to nie wynikało bynajmniej z pychy
blondyna, a jedynie chłodnej kalkulacji. Jednak Erwin miał jeszcze jedną cechę,
której do tej pory nigdy nie ujawniał. Głównie dlatego, że bardzo szybko
zdobywał respekt innych. Ich szacunek i co najważniejsze, posłuszeństwo. Nie
pamiętał, kiedy ostatni raz ktoś postąpił inaczej, niż zamierzał. Lub
kompletnie nic nie robił sobię z jego obecności. Pewność siebie, jaka od niego
biła skutecznie prowadziła go przez życie, mimo iż był bardzo młody. Toteż, gdy
Levi zignorował go, poczuł jakby piętrzący się za tamą gniew. A gdy usłyszał
rozkaz, tama pękła. Zamiast wstać, Erwin błyskawicznie wskoczył na łóżko i
zrzucając laptopa czarnowłosego na ziemię, chwycił jego nadgarski, zmuszając
Levi’a, by uniósł je nad głowę. Wykorzystując chwilową dezorientację chłopaka,
usiadł na nim okrakiem, blokując nadchodzące zbyt późno kopnięcia i ignorując
słabe wierzgnięcia. Levi próbował się wyrwać, jednak konfrontacja kogoś jego
postury ze Smithem wydawała się być kiepskim żartem. Miał zamiar wydusić z
siebie wiązankę przekleństw w stronę blondyna, jednak ten nachylił się nad nim
niebezpiecznie i zbliżył swoje usta do jego ucha.
- Nigdy więcej nie waż się mi rozkazywać, Levi. Nie wiem
co próbujesz osiągnąć swoją postawą, ale ja się ciebie nie boję. I bardzo, ale
to bardzo nie lubię, gdy ktoś chce zdobyć nade mną kontrolę.
Czarnowłosy zadrżał mimowolnie, słysząc szept blondyna
przy swoim uchu i gorący oddech, parzący go w szyję. Erwin odsunął się od jego
twarzy, jednak jego uścisk nie zelżał. Błękitne tęczówki intensywnie wpatrywały
się w te kobaltowe, które wysyłały mordercze błyski. Blondyn zdziwił się, gdy
cichy głos w jego głowie pochwalił znajdujący się przed jego oczami obrazek.
Czarne włosy rozrzucone na zmiętej poduszcze, blade ręce przyciśnięte do
materaca jego własnymi dłońmi. Zaciśnięte w wąską linię usta, zmarszczone brwi.
Za duża koszulka, odsłaniająca blady pasek skóry i jeden obojczyk. I szramę na
szyi, wyraźnie zarysowaną na wręcz białym tle. Levi, widząc gdzie patrzy Smith,
przyciągnął machinalnie brodę do piersi, starając się ukryć bliznę. Erwin
zmrużył niebezpiecznie oczy i z łatwością zacisnął dłoń na obu nadgarstkach
chłopaka, by wolną ręką złapać jego podbródek i zmusić go do podniesienia
głowy.
- Patrz na mnie,Levi – gdy chłopak wreszcie zmusił się do
spojrzenia w jego oczy, jego ciało znów przeszył dreszcz.
- Tak lepiej – mruknął Erwin, puszczając jego podbródek i
przesuwając dłoń na policzek. Reakcja na ten dotyk była silniejsza, niż
przewidywał blondyn. Levi szarpnął
gwałtownie całym ciałem, wykręcając głowę i sycząc z bólu, gdy jego ręce, wciąż
trzymane przez Erwina, zostały brutalnie wykręcone pod wpływem jego własnego
ruchu. Smith cudem utrzymał się na chłopaku i nie czekając, aż ten ponowi
próbę, chwycił go brutalnie za włosy, przyciągając do siebie i ignorując cichy
krzyk bólu uciekający z jego zaciśniętych do tej pory warg.
- Chyba zbyt wcześnie cię pochwaliłem. Cóż, mój błąd –
spokój w głosie Erwina, jego opanowanie i niezachwiana pewność siebie były
jednoznaczym sygnałem, że Levi powinien uciekać. Jednak jego ciało, wciąż
przygniatane przez ogromną postać Smitha, całkowicie odmawiało mu
posłuszeństwa. Jego dłonie zaczynały nieprzyjemnie mrowić, wciąż trzymane przez
silne palce blondyna. Jego plecy protestowały, wygięte boleśnie, podczas gdy
Erwin ani myślał puścić jego włosy. Nagle poczuł tępy ból, gdy kolano blondyna
nacisnęło na jego krocze. Odruchowo chciał się zwinąć, jednak żelazny uścisk
uniemożliwił mu to całkowicie. Mimo wewnętrznej walki, w jego oczach zalśniy
łzy. Widząc to Erwin uśmiechnął się delikatnie.
-Poproś.
- Spier.. – reszta słowa utonęła w niemym krzyku, gdy
kolano mocniej naparło na jego genitalia. Błękitne oczy wpatrywały się w niego
intensywnie, czekają na reakcję.
-Poproś, Levi.
Czarnowłosy spuścił wzrok. Odetchnął głęboko. I po bardzo
długiej i bolesnej chwili do uszu Erwina doszedł cichy, przesycony nienawiścią
szept.
-Proszę.
Witam!
OdpowiedzUsuńProsiłaś o komentarze xD tak na serio i tak bym napisała. ;-; wszystko u ciebie komentuje. Jestem ciekawa czy nie masz tego dość. No ale... Opowiadanko super... i tyle teraz powiem, bo mam zamiar się dzisiaj trochę rozpisać. Zaczynając...
"Już podczas wcześniejszej rozmowy z Hanji i Zachariusem obiecał sobie, że nie będzie na siłę próbował nawiązać kontaktu z tym dziwnym, niskim gburem." - Erwin taki niegrzeczny tutaj xD no ale muszę mu przyznać rację. Z Levi'a gbur masakryczny.
"a i regulamin z pewnością był dla niego jedynie świstkiem papieru przyklejonym do tablicy ogłoszeń" - ;-; tak na serio dla mnie nadal tak jest. Ja znam regulamin ogólnie. Jakoś się w niego nigdy nie wczytywałam. xD Ale jak widzę w tej szkole to postawa, której nasz kochany Levi nigdy nie spełni.
"Blondyn zauważył, że w prawym górnym rogu wytłuszczonym drukiem błyszczy napis ADMINISTRATOR." - A to tak ładnie się włamywać? No ale przynajmniej mi wyjaśniłaś czemu dostał się do tak dobrej szkoły. A ja myślałam, że jakiś faciu xD go wziął z ulicy i tak se posłał do szkoły. Fajnie, że jest jakieś głębsze wyjaśnienie.
I teraz coś pięknego... cudownego... zaskakującego itd. Nie będę kopiowałam xD bo troszki tego za dużo. Ostatnia scena była czymś przecudownym. Erwin brutalny był i to mi się podoba. Lubię strasznie jak ustawia Levi'a do pionu (tak się to mówiło? ;-; sorry, jak źle). I widać, że zwykłe proszę jest czasem naprawdę czymś trudnym. Ciekawe jak se z Levi'em nauczyciele poradzą. A no przecież... jeszcze nawet się lekcje nie zaczęły hihi... ciekawa jestem czy będzie na nie chodził.
Mam nadzieje, że kolejny rozdział pojawi się jak najszybciej, chociaż z utęsknieniem czekam też na KnB. Cokolwiek z ych dwóch rzeczy napiszesz będę szczęśliwa.
To na tyle dzisiejszego dnia. Życzę miłego popołudnia.