Pierwsze promienie słońca leniwie wpadały przez ogromne
okno, rzucając złotą poświatę na łóżko i wystającą spod kołdry burzę
niebieskich włosów, która poruszyła się niespokojnie. Chłopak otworzył leniwie
oczy, nie do końca będąc pewnien, gdzie właściwie się znajduje ani jak tutaj
trafił. Ignorując słońce rażące go w oczy rozejrzał się po pomieszczeniu. Znał
je. Z pewnością już kiedyś tutaj był. Nagle dostrzegł czerwoną czuprynę, której
właściciel najwyraźniej zasnął na ziemi, jedynie opierając głowę na łóżku.
Kuroko chciał go obudzić, jednak zorientował się, że jego dłoń coś blokuje. W
jego palce wplecione były inne. Ciepłe, duże palce Kagamiego. Wtedy sobie przypomniał.
Przypomniał sobie wszystko, od zimnej płyty boiska do opadającego na kafelki
ręcznika. Poruszył się niespokojnie, z ulgą rejstrując, że po uporczywym bólu
pozostało jedynie słabe pulsowanie. Mimowolnie westchnął, nieświadomie budząc
Taigę. Kagami przetarł oczy wolną ręką i spojrzał na Tetsu, który wciąż niczym
zastygły w kamieniu wpatrywał się w ich złączone dłonie. Chłopak podążył
wzrokiem na niebieskim spojrzeniem leżącego kolegi i zauważyszy to , co on,
poczuł jak jego twarz przybiera kolor jego włosów. Jednak żaden z nich nie
cofnął swojej dłoni. Kagami zacisnął mocniej palce i spojrzał w niebieskie oczy
Kuroko. Wciąż widniał w nich ból, jednak inny niż ten, który widział w nocy.
Tamten ogarniał Tetuyię, paraliżował go. Z tym, który był teraz, można było
walczyć.
Masz na tyle siły,
Kuroko ?
Taiga przyglądał mu się jeszcze przez chwilę, po czym
wstał, rozłączając ich dłonie.
- Ja, ekhm... Zrobię jakieś śniadanie. Daj znać jakbyś
czegoś potrzebował.
Czerwonowłosy szybkim krokiem udał się w strone drzwi,
czując niebieskookie spojrzenie na karku. Gdy zamierzał przekroczyć próg,
doszedł go cichy szept.
- Kagami-kun, mógłbyś pożyczyć mi jakieś ubrania?
Chłopak odwrócił się do Tetsu, który mocno przyciskał do
siebie gruby materiał kołdry. Lekki rumieniec pojawił się na jego policzkach, a
oczy wyrażały jawne zawstydzenie. Dopiero teraz Taiga uświadomił sobie, że
chłopka jest zupełnie nagi. Unikając wzroku Kuroko szybko podszedł do szafy i
zaczął energicznie przerzucać w niej swoje ubrania, szukając czegoś, co na
niebieskowłosym nie będzie przypomniało wielkiego worka. Jednak nie znalazł nic
takiego, jego wyborem padł t-shirt z logo szkoły i jego stare letnie spodnie,
do których dołaczył pasek. Kuroko podziękował mu skinieniem głowy, a Taiga w
ekspresowym tempie opuścił swoją sypialnię.
Po kilkunastu minutach w całym mieszkaniu rozszedł się
smakowity zapach smażonych jajek i boczku. Kagami postanowił nie
eksperymentować w kuchni, zauważywszy dziwne drżenie swoich dłoni. Teraz, gdy w
okolicy nie było Kuroko mógł spokojnie pomyśleć. A im dłużej myślał, tym gorzej
się czuł. Złość powróciła do niego ze zdwojoną siłą. Ale wraz z nią przyszło
coś jeszcze. Coś o wiele gorszego, z czym mimo starań nie umiał sobie poradzić.
Bezsilność. Nie mógł nic. Nie umiał zaoferować Kuroko pocieszenia, bo wiedział,
że wszystkie jego słowa nic nie znaczą.
- Kagami-kun, jajka się przypalają – Tetsu zgodnie ze
swoim zwyczajem zmaterializował się znikąd, pojawiając się tuż obok Taigi i
niemalże przyprawiając go o zawał serca. Czerwonowłosy odskoczył w bok, lądując
na ziemi i trącając łokciem opakowanie z jajkami. Z ponurą rezygnacją patrzył,
jak dwie sztuki wypadają z tekturowego pudełka i nieuchronnie zbliżają się do
podłogi. Jednak nie usłyszał charakterystycznego chrzęstu łamanych skorupek ani
nie zobaczył mokrej plamy, powoli tworzącej się na jasnych kafelkach. Zamiast
tego przed jego oczami był jedynie błękit. Duże, niebieskie oczy Kuroko
zmaterializowały się tuż przed jego twarzą. Chłopak stał w idealnym wykroku,
jego dłonie w ostatniej chwili pochwyciły spadające jajka. Kagami nie mógł się
ruszyć, twarze jego i Tetsuyi niemalże się stykały. Oddech niebieskowłosego
uderzał w policzki Kagamiego, które ponownie przybrały kolor krwistoczerwony.
Kuroko również zastygł w niewygodnej pozycji, mimo iż po chwili jego nogi
zaczęły drżeć z wysiłku.
- Dlaczego się rumienisz, Kagami-kun ?
- Dlaczego się nie podniesiesz, Kuroko ?
Tetsu bez słowa wyprostował się i odłożył jajka na swoje
miejsce. Chciał odejść od blatu kuchennego, jednak silne ręce Taigi zatrzymały
go, zmuszając by się odwrócił i spojrzał na wyższego chłopaka. Kagami wciąż
lekko się czerwienił, jednak w jego oczach błyszczała dziwna determinacja.
Przyciągnął Kuroko do siebie, chwycił palcami jego podbródek, uniósł i...
rozmyślił się. W jego karminowych tęczówkach zalśnił smutek, gdy szybko, jakby
buntując się przeciw samemu sobie, wypuścił z rąk twarz Tetsu i odwrócił swoją
głowę. Chciał odepchnąć mniejszego chłopaka, jednak ten chwycił się mocno jego
koszulki, przywierając do niego i wwiercając się w niego wzrokiem, aż ten na
niego nie spojrzał.
- Dlaczego?
- To nie jest dobry czas, Kuroko. Dla ciebie, dla mnie,
dla wszystkich. Nie chce cię skrzywdzić, a proszenie cię teraz o coś więcej
byłoby okrutne.
Niebieskowłosy przyglądał się jak usta Kagamiego zaciskają
się w wąską linię, jak wielka dłoń przeczesuje czerwone włosy, jak chłopak z
całych sił pragnie ukryć swoje zażenowanie, że dał się ponieść. Kuroko wziął
głęboki oddech i nim zdążył pomyśleć, wyszeptał:
- Więc bądź okrutny.
Taiga spojrzał zdziwony na Tetsuyię, który przywarł do
niego jeszcze mocniej, wkręcając dłonie w materiał koszulki i opierając głowę o
jego tors. Przez chwilę myślał, że ta bliskość mu wystarczy, jednak przeliczył
się. Ponownie ujął twarz Kuroko i pochylając się, złączył ich usta w delikatnym
pocałunku. Nie chciał niczego więcej. A Tetsu o tym wiedział. Ufał Taidze. Ufał
mu bardziej niż komukolwiek, zwłaszcza teraz. Kagami przerwał pocałunek i bez
słowa mocno objął chłopaka w talii. Wcześniej się wahał, jednak teraz miał
pewność. Cokolwiek Aomine zaplanował, jest warte jego fatygi. Kuroko jest tego
wart. A ten mały, czerwonowłosy szczur zapłaci im za wszystko.
- Kagami-kun, dlaczego zaciskasz pięści ? – Taiga spojrzał
zdziwiony w dół, na jak zwykle spokojną i neutralną twarz Kuroko. Jego dłonie
rzeczywiście automatycznie zaciskały się w pięści za każdym razem gdy przed
oczyma stawał mu obraz Seijuro. Tetsuya bezbłędnie odczytał myśli przyjaciela i
przyglądnął mu się z powagą.
- Nie daj mu się sprowokować. Obiecaj mi, że nie zrobisz
nic głupiego,Kagami-kun.
Gdy Taiga nie odpowiedział, niebieskowłosy wyswobodził
jedną rękę i położył dłoń na policzku chłopaka, wciąż nie przerywając kontaktu
wzrokowego.
-Obiecaj.
-Obiecuje.
Ta końcówka!! ;-; kurde.... cudowne...
OdpowiedzUsuńNie mogę tego opisać. Czytałam to 3 razy! Chce więcej!
Piękne...