Fanfiction

One-shots

Serie własne

Upokorzenie cz.5

Dobra, wena wróciła, sami oceńcie czy to dobrze czy źle ;p


- No ? I jaki jest ten twój plan, Aomine ? – Kagami naciągnał kaptur bluzy na głowę, starając się choć trochę osłonić od szalejącego tego dnia lodowatego wiatru. Zaczynało się ściemniać, a latarnie uliczne powoli rozświetlały boisko bladym światłem. To boisko. Taiga wciąż miał przed oczami obraz tamtego wieczoru. Teraz wszystko prezentowało się podobnie. Zimny wiatr smagający po plecach, żółta poświata latarni, ciemne chmury wędrujące po niebie. Jakby ktoś zatrzymał czas.
- Bardzo prosty. Akashi dostanie to, na co zasługuje.
Daiki wyprostował się dumnie, gdy zza rogu wychyliło się kilka rosłych postaci. Wszyscy ubrani byli w ciemne bluzy, a bijąca od nich pewność siebie napawała strachem. Na przodzie szedł Midorima, bez okularów, jednak tym razem obie dłonie miał obandażowane. Kroczący za nim Kise unikał wzroku Taigi, jednak szedł pewnie, bez wahania. Nieco wlekący się Atsushi związał włosy w kucyk. Kagami powoli zaczynał łączyć fakty.
- Nie – słysząc pewny głos Taigi, Aomine zmierzył go przeciągłym spojrzeniem. W jego oczach kryło się niebiezpieczeństwo, ale czerwonowłosy kompletnie je zignorował.
- Co masz na myśli, Kagami ? Postanowiliśmy.
- Nie zgadzam się.
Niebieskowłosy błyskawicznie doskoczył do Taigi i wchwycił go brutalnie na poły bluzy, przyciągając do siebie. Ku jego zdziwieniu, Kagami nie próbował się wyrywać.
- Słuchaj, Taiga...
- Nie, ty słuchaj. Myślisz, że ja tego nie chce ? Od wczoraj nie marzę o niczym innym jak solidny wpierdol temu małemu skurwielowi. Z tym, że to w niczym nam nie pomoże,a  jedynie zaszkodzi.
Spokojny i pewny głos Kagamiego zdawał się powoli docierać do Aomine, którego chwyt zelżał,a ciskane z oczu błyskawice przygasły. Reszta chłopców podeszła bliżej, wyraźnie zainteresowana zdaniem Taigi.
- Akashi nie jest głupi. Myślisz, że przyjdzie tutaj,w dokładnie to samo miejsce bez żadnych podejrzeń ?  W dodatku tutaj są kamery, więc to nie on byłby oprawcą, ale ofiarą. Obiecałem Kuruko, że nie zrobię nic głupiego. I nie mam zamiaru tej obietnicy złamać.
Daiki zacisnął mocniej szczękę, jednak po chwili skinął głową. Zapanowała cisza, którą po kilku sekundach przerwał dźwięk nowej wiadomości dochodzący z telefonu Taigi.
Wiadomość
Od: Numer nieznany
Temat: Tetsuya
Kagami-kun zawiodłeś mnie. Zostawić Tetsuyę samego w domu w takim stanie. Cóż, pozdrów moich kolegów z drużyny, skoro już na mnie czekacie.
S.Akashi

Czerwonowłosy przez chwilę wpatrywał się tępo w wyświetlacz, po czym bez słowa ruszył sprintem w stronę domu, prawie potrącając stojącemu mu na drodze Kise. Nikt nie zdążył zareagować, jedynie kilka par kolorowych oczu podążyło śladem biegnącego olbrzyma. Po chwili Aomine chciał ruszyć za nim, jednak zatrzymała go ciężka dłoń Murasakibary na jego ramieniu. Atsushi nie patrzył na niego, jego wzrok utkwiony był w niewidocznym dla innych punkcie w przestrzeni między budynkami.
- Mine-chin, patrz.
Ciemnowłosy przez chwilę wpatrywał się w ciemność, jednak nie dostrzegłwszy niczego szczególnego rzucił Murasakibarze pytające spojrzenie. Fioletowe oczy spojrzały na niego z typowym dla ich właściciela politowaniem i znudzeniem.
- Kamera. Tutaj jest monitoring.

Kuroko odetchnął głęboko i przeczesał palcami swoje stercącze na wszystkie strony włosy. Gdy Kagami oznajmił mu, że ich trenerka nagle wzywa go do siebie, postanowił zdrzemnąć się na kanapie. Czego skutkiem było nieudane niebieskie gniazdo na jego głowie. Taiga nie wracał od godziny, a Tetsuya powoli zaczynał się nudzić. I rozmyślać. A im mocniej próbował, tym częściej wracał myślami do ostatniego wieczoru. Do zimnej płyty boiska i czerwonych, gadzich oczu. Chciał wyrzucić ten obraz z pamięci, zatrzeć go, wymazać. Jednak ten nie chciał zniknąć, wręcz przeciwnie, coraz wyraźniej widział postać Akashiego przed sobą, czuł jego dłoń na krtani. Wracał też ból. Tępy i silny. Upokarzający. Tetsu poczuł, że robi mu się słabo. Szybkim krokiem ruszył w stronę oszklonych drzwi i wyszedł na balkon. Mocno chwycił metalową barierkę, czuł bijący od niej kojący chłód. Ostatnim, czego chciał to żeby Kagami znalazł go omdlewającego w jego salonie. W jego głowie wciąż kotłowała się myśl, że Taiga wszystko co robił, robił z litości. Litości do niego, swojego małego, słabego cienia. Bo przecież nie był nikim więcej. Mało kto go zauważał. Niskie, chuderlawe truchło. Mimo, iż nigdy wcześniej tak o sobie nie myślał teraz tak własnie się czuł. Potrząsnął głową z rezygnacją i spojrzał w dół, na biegnącą wzdłuż budynku ulicę. Jego wzrok zatrzymał sie na czerwonych włosach i przez chwilę Kuroko był pewny, że Kagami wraca do domu. Jednak po chwili jego dłonie zacisnęły się mocniej na zimnej stali,a oczy rozszerzyły w niekontrolowanym przerażeniu. Akashi Seijuro stał pod blokiem i patrzył na niego. Mimo różnicy wysokości, Tetsu czuł na sobie jego zimny wzrok. I bał się go. Pierwszy raz w życiu pozwolił strachowi całkowicie przejąć władzę nad swoim ciałem. Zimne powietrze smagało go po twarzy, przenikało jego t-shirt i powodowało dreszcze. A on potrafił jedynie stać i patrzeć w dół. Akashi uśmiechnął sie szyderczo i wystukawszy coś na swoim telefonie, powoli odwrócił się i odszedł. Jednak Kuroko wciąż stał na balkonie. Nie umiał, zwyczajnie nie umiał się ruszyć. Właściwie nie czuł już chłodu. W jego głowie panowała jednocześnie pustka i zamęt. Aż wreszcie do głosu doszła jedna, dominująca myśl.
Wyskocz.
Nie.
Wyskocz.
Nie.
To tylko jeden krok. Wyskocz.
Kuroko powoli pochylił się do przodu. Chciał tego. Nie chciał tego.
Tylko jeden krok.
Niebieskie włosy zafalowały, gdy Tetsu powoli kucnął na barierce, wciąż kurczowo trzymając ją dłońmi. Zamknął oczy. Wypuścił powoli powietrze. Następnym co poczuł nie był jednak pęd powietrza, a silna dłoń chwytająca go za koszulkę i z całej siły wciągająca z powrotem do salonu.

Pierwszym, co Kagami poczuł po wpadnięciu niczym burza do mieszkania był chłód. Tak jakby wciąż był na zewnątrz,smagany zimnym wiatrem. Niewiele myśląc pobiegł do salonu i wtedy go zobaczył. Rozwiane niebieskie włosy, pobielałe od zimna knykcie. Skulony na poręczy, powoli opadający do przodu. Taiga poczuł, jak jego żołądek wiąże się w ciasny supeł, a serce zatrzymuje się. W przeciwieństwie do reszty jego ciała, która automatycznie doskoczyła do Kuroko i chwytając go brutalnie za koszulkę, pociągnęła do środka, zzrzucając z barierki i niemalże przeciągnęła po drewnianej podłodze salonu. Czerwonowłosy widział jego przerażone, błękitne oczy, niemalże wiercące dziurę w jego własnych.  Nie do końca panując nad sobą, Kagami zatrzasnął drzwi na balkon i stanął nad kulącym się teraz na ziemi Tetsuyą.
- Kuroko, dlaczego ?!
Niebieskowłosy powoli podniósł się z podłogi i stając plecami do Taigi, wyszeptał niemalże niesłyszalnie:
- A dlaczego nie?  Słabi powinni się wykruszyć. Nikt nie zauważy gdy znikną...
Taiga nie odpowiedział od razu, jedynie szarpnął Kuroko za ramię, zmuszając go by stanął z nim twarzą w twarz.
- Przestań pieprzyć. Cholera, co się stało ? Nie zrobiłbyś tego sam z siebie.
- On tam był.
Kuroko zawiesił głowę, a jego dłonie mimowolnie zacisnęły się w pięści. Uprzedził pytanie Taigi.
- Akashi. Był tam, na dole. Patrzył na mnie,czułem jego wzrok.  Nieważne jak bardzo próbuję, to nie mija. Jestem słaby, tak cholernie słaby. Boję sie, Kagami-kun. Pierwszy raz w życiu tak bardzo się boję. Czuję twoją litość do mojej osoby. Nie chcę cię do niczego zmuszać. Nie chcę zrzucać na ciebie odpowiedzialności za takiego mnie. Przepraszam cię,Kagami-kun.
- Przestań. Do cholery jasnej, przestań. Dlaczego nie potrafisz zrozumieć, że troszczę się o ciebie, bo mi zależy,a nie z jebanego obowiązku lub litości – Taiga powoli przyciągnął do siebie niższego chłopaka,a nie rejstrując sprzeciwu z jego strony, przytulił go mocno do siebie.
- To ja jestem słaby, Kuroko. Jestem słaby, bo nie umiem ci pomóc. Widzę twój ból i jedyne co czuje to ogarniającą mnie bezsilność. I strach, że skrzywdzę cię jeszcze bardziej. Wiem, że potrzebujesz teraz pomocy, jednak nie wiem jak ci jej udzielić. Ale mimo wszystko będę próbował. Obiecałem ci ,że nie zrobię nic głupiego. Teraz ty obiecaj mi to samo.
Gdy  z ust Tetsu padło ciche obiecuję, Kagami podniósł chłopaka niczym szmacianą lalkę i zaniósł go do swojego łóżka. Powoli, niczym najkruchszą z rzeczy, położył go na miękkim materacu, samemu kładąc się bok. Kuroko wtulił się w jego tors, oplatając go rękami w pasie i opierając głowę na jego piersi.  Taiga delikatnie wsunął dłoń w błękitne włosy  i zaczął przeczesywać palcami jedwabne kosmyki. Nagle Kuroko poderwał głowę i skrzyżował swoje spojrzenie ze spojrzeniem Kagamiego.
- Jeżeli to nie litość, to co ?

Wyższy w chłopców wytrzymał spojrzenie Tetsuyi i gdy ten powoli zaczął opuszczać głowę, wolną dłonią przyciągnął go do siebie i wpił się w jego usta, łapiąc uchodzące z nich ciche westchnienie. Kuroko nie czekając odwzajemnił pocałunek, puszczając jedną dłonią koszulkę Taigi i również wplatając ją w jego rdzawe włosy. Trwali tak dłuższą chwilę, aż wreszcie brak tlenu zmusił ich do przerwania. Tetsuya ponownie opadł głową na klatkę piersiową Kagamiego, pozwalając mu obiąć się w pasie. Wciąż nie był pewien, co właściwie dzieje się między nim a Taigą. Jednak teraz, gdy ciepła dłoń chłopaka gładziła jego włosy,a ramię oplatające jego ciało dawało mu dziwne poczucie bezpieczeństwa, nie zamierzał o tym myśleć. W przeciwieństwie do Kagamiego, który myślał bardzo intensywnie. I wreszcie, gdy po kilku godzinach Kuroko smacznie spał na jego torsie, a księżyc leniwie wyglądał zza chmur, był pewien, że udzielił Tetsuyi właściwej odpowiedzi.

1 komentarz:

  1. A ja wczoraj marudziłam, że nic nie piszesz, a tutaj proszę.
    Suuuuper... chcę więcej!
    Moje kochane Kagakuro... ^^ teraz to Kagami już nie opuści Kuroko... hihi... Aomine nie umie planu normalnego wymyślić? Eh... dziwi mnie jedynie fakt, że zgodził się na to Midorima.
    Ale Akashi kare dostanie, tak? No bo przecież nie mogą tak tego zostawić.
    Życzę weny! ^^

    OdpowiedzUsuń