- No ? I jaki jest ten twój plan, Aomine ? – Kagami
naciągnał kaptur bluzy na głowę, starając się choć trochę osłonić od
szalejącego tego dnia lodowatego wiatru. Zaczynało się ściemniać, a latarnie
uliczne powoli rozświetlały boisko bladym światłem. To boisko. Taiga wciąż miał
przed oczami obraz tamtego wieczoru. Teraz wszystko prezentowało się podobnie.
Zimny wiatr smagający po plecach, żółta poświata latarni, ciemne chmury
wędrujące po niebie. Jakby ktoś zatrzymał czas.
- Bardzo prosty. Akashi dostanie to, na co zasługuje.
Daiki wyprostował się dumnie, gdy zza rogu wychyliło się
kilka rosłych postaci. Wszyscy ubrani byli w ciemne bluzy, a bijąca od nich
pewność siebie napawała strachem. Na przodzie szedł Midorima, bez okularów,
jednak tym razem obie dłonie miał obandażowane. Kroczący za nim Kise unikał
wzroku Taigi, jednak szedł pewnie, bez wahania. Nieco wlekący się Atsushi
związał włosy w kucyk. Kagami powoli zaczynał łączyć fakty.
- Nie – słysząc pewny głos Taigi, Aomine zmierzył go
przeciągłym spojrzeniem. W jego oczach kryło się niebiezpieczeństwo, ale
czerwonowłosy kompletnie je zignorował.
- Co masz na myśli, Kagami ? Postanowiliśmy.
- Nie zgadzam się.
Niebieskowłosy błyskawicznie doskoczył do Taigi i wchwycił
go brutalnie na poły bluzy, przyciągając do siebie. Ku jego zdziwieniu, Kagami
nie próbował się wyrywać.
- Słuchaj, Taiga...
- Nie, ty słuchaj. Myślisz, że ja tego nie chce ? Od
wczoraj nie marzę o niczym innym jak solidny wpierdol temu małemu skurwielowi.
Z tym, że to w niczym nam nie pomoże,a
jedynie zaszkodzi.
Spokojny i pewny głos Kagamiego zdawał się powoli docierać
do Aomine, którego chwyt zelżał,a ciskane z oczu błyskawice przygasły. Reszta
chłopców podeszła bliżej, wyraźnie zainteresowana zdaniem Taigi.
- Akashi nie jest głupi. Myślisz, że przyjdzie tutaj,w
dokładnie to samo miejsce bez żadnych podejrzeń ? W dodatku tutaj są kamery, więc to nie on
byłby oprawcą, ale ofiarą. Obiecałem Kuruko, że nie zrobię nic głupiego. I nie
mam zamiaru tej obietnicy złamać.
Daiki zacisnął mocniej szczękę, jednak po chwili skinął
głową. Zapanowała cisza, którą po kilku sekundach przerwał dźwięk nowej
wiadomości dochodzący z telefonu Taigi.
Wiadomość
Od: Numer nieznany
Temat: Tetsuya
Kagami-kun zawiodłeś
mnie. Zostawić Tetsuyę samego w domu w takim stanie. Cóż, pozdrów moich kolegów
z drużyny, skoro już na mnie czekacie.
S.Akashi
Czerwonowłosy przez chwilę wpatrywał się tępo w
wyświetlacz, po czym bez słowa ruszył sprintem w stronę domu, prawie potrącając
stojącemu mu na drodze Kise. Nikt nie zdążył zareagować, jedynie kilka par
kolorowych oczu podążyło śladem biegnącego olbrzyma. Po chwili Aomine chciał
ruszyć za nim, jednak zatrzymała go ciężka dłoń Murasakibary na jego ramieniu.
Atsushi nie patrzył na niego, jego wzrok utkwiony był w niewidocznym dla innych
punkcie w przestrzeni między budynkami.
- Mine-chin, patrz.
Ciemnowłosy przez chwilę wpatrywał się w ciemność, jednak
nie dostrzegłwszy niczego szczególnego rzucił Murasakibarze pytające
spojrzenie. Fioletowe oczy spojrzały na niego z typowym dla ich właściciela
politowaniem i znudzeniem.
- Kamera. Tutaj jest monitoring.
Kuroko odetchnął głęboko i przeczesał palcami swoje
stercącze na wszystkie strony włosy. Gdy Kagami oznajmił mu, że ich trenerka
nagle wzywa go do siebie, postanowił zdrzemnąć się na kanapie. Czego skutkiem
było nieudane niebieskie gniazdo na jego głowie. Taiga nie wracał od godziny, a
Tetsuya powoli zaczynał się nudzić. I rozmyślać. A im mocniej próbował, tym
częściej wracał myślami do ostatniego wieczoru. Do zimnej płyty boiska i
czerwonych, gadzich oczu. Chciał wyrzucić ten obraz z pamięci, zatrzeć go,
wymazać. Jednak ten nie chciał zniknąć, wręcz przeciwnie, coraz wyraźniej
widział postać Akashiego przed sobą, czuł jego dłoń na krtani. Wracał też ból.
Tępy i silny. Upokarzający. Tetsu poczuł, że robi mu się słabo. Szybkim krokiem
ruszył w stronę oszklonych drzwi i wyszedł na balkon. Mocno chwycił metalową
barierkę, czuł bijący od niej kojący chłód. Ostatnim, czego chciał to żeby
Kagami znalazł go omdlewającego w jego salonie. W jego głowie wciąż kotłowała
się myśl, że Taiga wszystko co robił, robił z litości. Litości do niego,
swojego małego, słabego cienia. Bo przecież nie był nikim więcej. Mało kto go
zauważał. Niskie, chuderlawe truchło. Mimo, iż nigdy wcześniej tak o sobie nie
myślał teraz tak własnie się czuł. Potrząsnął głową z rezygnacją i spojrzał w
dół, na biegnącą wzdłuż budynku ulicę. Jego wzrok zatrzymał sie na czerwonych
włosach i przez chwilę Kuroko był pewny, że Kagami wraca do domu. Jednak po
chwili jego dłonie zacisnęły się mocniej na zimnej stali,a oczy rozszerzyły w
niekontrolowanym przerażeniu. Akashi Seijuro stał pod blokiem i patrzył na
niego. Mimo różnicy wysokości, Tetsu czuł na sobie jego zimny wzrok. I bał się
go. Pierwszy raz w życiu pozwolił strachowi całkowicie przejąć władzę nad swoim
ciałem. Zimne powietrze smagało go po twarzy, przenikało jego t-shirt i
powodowało dreszcze. A on potrafił jedynie stać i patrzeć w dół. Akashi
uśmiechnął sie szyderczo i wystukawszy coś na swoim telefonie, powoli odwrócił
się i odszedł. Jednak Kuroko wciąż stał na balkonie. Nie umiał, zwyczajnie nie
umiał się ruszyć. Właściwie nie czuł już chłodu. W jego głowie panowała
jednocześnie pustka i zamęt. Aż wreszcie do głosu doszła jedna, dominująca
myśl.
Wyskocz.
Nie.
Wyskocz.
Nie.
To tylko jeden krok.
Wyskocz.
Kuroko powoli pochylił się do przodu. Chciał tego. Nie
chciał tego.
Tylko jeden krok.
Niebieskie włosy zafalowały, gdy Tetsu powoli kucnął na
barierce, wciąż kurczowo trzymając ją dłońmi. Zamknął oczy. Wypuścił powoli
powietrze. Następnym co poczuł nie był jednak pęd powietrza, a silna dłoń
chwytająca go za koszulkę i z całej siły wciągająca z powrotem do salonu.
Pierwszym, co Kagami poczuł po wpadnięciu niczym burza do
mieszkania był chłód. Tak jakby wciąż był na zewnątrz,smagany zimnym wiatrem.
Niewiele myśląc pobiegł do salonu i wtedy go zobaczył. Rozwiane niebieskie
włosy, pobielałe od zimna knykcie. Skulony na poręczy, powoli opadający do
przodu. Taiga poczuł, jak jego żołądek wiąże się w ciasny supeł, a serce
zatrzymuje się. W przeciwieństwie do reszty jego ciała, która automatycznie
doskoczyła do Kuroko i chwytając go brutalnie za koszulkę, pociągnęła do
środka, zzrzucając z barierki i niemalże przeciągnęła po drewnianej podłodze
salonu. Czerwonowłosy widział jego przerażone, błękitne oczy, niemalże wiercące
dziurę w jego własnych. Nie do końca
panując nad sobą, Kagami zatrzasnął drzwi na balkon i stanął nad kulącym się
teraz na ziemi Tetsuyą.
- Kuroko, dlaczego ?!
Niebieskowłosy powoli podniósł się z podłogi i stając
plecami do Taigi, wyszeptał niemalże niesłyszalnie:
- A dlaczego nie?
Słabi powinni się wykruszyć. Nikt nie zauważy gdy znikną...
Taiga nie odpowiedział od razu, jedynie szarpnął Kuroko za
ramię, zmuszając go by stanął z nim twarzą w twarz.
- Przestań pieprzyć. Cholera, co się stało ? Nie zrobiłbyś
tego sam z siebie.
- On tam był.
Kuroko zawiesił głowę, a jego dłonie mimowolnie zacisnęły
się w pięści. Uprzedził pytanie Taigi.
- Akashi. Był tam, na dole. Patrzył na mnie,czułem jego
wzrok. Nieważne jak bardzo próbuję, to
nie mija. Jestem słaby, tak cholernie słaby. Boję sie, Kagami-kun. Pierwszy raz
w życiu tak bardzo się boję. Czuję twoją litość do mojej osoby. Nie chcę cię do
niczego zmuszać. Nie chcę zrzucać na ciebie odpowiedzialności za takiego mnie.
Przepraszam cię,Kagami-kun.
- Przestań. Do cholery jasnej, przestań. Dlaczego nie
potrafisz zrozumieć, że troszczę się o ciebie, bo mi zależy,a nie z jebanego
obowiązku lub litości – Taiga powoli przyciągnął do siebie niższego chłopaka,a
nie rejstrując sprzeciwu z jego strony, przytulił go mocno do siebie.
- To ja jestem słaby, Kuroko. Jestem słaby, bo nie umiem
ci pomóc. Widzę twój ból i jedyne co czuje to ogarniającą mnie bezsilność. I
strach, że skrzywdzę cię jeszcze bardziej. Wiem, że potrzebujesz teraz pomocy,
jednak nie wiem jak ci jej udzielić. Ale mimo wszystko będę próbował. Obiecałem
ci ,że nie zrobię nic głupiego. Teraz ty obiecaj mi to samo.
Gdy z ust Tetsu
padło ciche obiecuję, Kagami podniósł chłopaka niczym szmacianą lalkę i zaniósł
go do swojego łóżka. Powoli, niczym najkruchszą z rzeczy, położył go na miękkim
materacu, samemu kładąc się bok. Kuroko wtulił się w jego tors, oplatając go
rękami w pasie i opierając głowę na jego piersi. Taiga delikatnie wsunął dłoń w błękitne włosy
i zaczął przeczesywać palcami jedwabne
kosmyki. Nagle Kuroko poderwał głowę i skrzyżował swoje spojrzenie ze spojrzeniem
Kagamiego.
- Jeżeli to nie litość, to co ?
Wyższy w chłopców wytrzymał spojrzenie Tetsuyi i gdy ten
powoli zaczął opuszczać głowę, wolną dłonią przyciągnął go do siebie i wpił się
w jego usta, łapiąc uchodzące z nich ciche westchnienie. Kuroko nie czekając
odwzajemnił pocałunek, puszczając jedną dłonią koszulkę Taigi i również
wplatając ją w jego rdzawe włosy. Trwali tak dłuższą chwilę, aż wreszcie brak
tlenu zmusił ich do przerwania. Tetsuya ponownie opadł głową na klatkę
piersiową Kagamiego, pozwalając mu obiąć się w pasie. Wciąż nie był pewien, co
właściwie dzieje się między nim a Taigą. Jednak teraz, gdy ciepła dłoń chłopaka
gładziła jego włosy,a ramię oplatające jego ciało dawało mu dziwne poczucie
bezpieczeństwa, nie zamierzał o tym myśleć. W przeciwieństwie do Kagamiego,
który myślał bardzo intensywnie. I wreszcie, gdy po kilku godzinach Kuroko
smacznie spał na jego torsie, a księżyc leniwie wyglądał zza chmur, był pewien,
że udzielił Tetsuyi właściwej odpowiedzi.
A ja wczoraj marudziłam, że nic nie piszesz, a tutaj proszę.
OdpowiedzUsuńSuuuuper... chcę więcej!
Moje kochane Kagakuro... ^^ teraz to Kagami już nie opuści Kuroko... hihi... Aomine nie umie planu normalnego wymyślić? Eh... dziwi mnie jedynie fakt, że zgodził się na to Midorima.
Ale Akashi kare dostanie, tak? No bo przecież nie mogą tak tego zostawić.
Życzę weny! ^^