Świeca zdawała się przygasać. Bezchmurne niebo iskrzyło się
milionem gwiazd, jednak od kilku lat Erwin miał wrażenie, że gasną gdy tylko
patrzy na nie zbyt długo. Przez chwilę
szukał po niebie księżyca, bezwiednie bawiąć się swoim bolo. Wreszcie
zrezygnowany opadł na krzesło, strącając przy tym łokciem leżący na stole plik
papierów. Zapisane drobnymi literami szarobure kartki rozsypały się po
podłodze, tworząc bezkształtną mozaikę czystego chaosu. Blondyn schylił się
zrezygnowany, by zgarnąć leżace najbliżej dokumenty, jednak zatrzymał się nim
jego dłoń je pochwyciła. Powoli rozglądnął się po pomieszczeniu. Na każdym
możliwym miejscu walały się papiery. Zwoje map leżały rozrzucone po podłodze, a
Erwin nie pamiętał, kiedy ostatni raz je segregował. W kącie majaczył zarys
rzuconych w pośpiechu ubrań, zarówno czystych jak i brudnych. Smith uśmiechnął się półgębkiem.
Widząc to pewnie nawet
byś tu nie wszedł. Bałagan najlepiej mi o tobie przypomina. Czyż to nie ironia
?
Nieśpiesznie pozbierał resztę papierów i niedbale rzucił je
na stół. Czuł, że tej nocy nie zrobi już nic produktywnego. Zdmuchnął płomień
świecy i zgarniając po drodze butelkę whisky ruszył w stronę sypialni. Znowu
tego dnia uderzył go nieporządek panujący w jego pokojach. Mimo, iż nigdy nie
przeszkadzał mu bałagan, kiedyś przynajmniej próbował do niego nie dopuścić.
Kiedyś miał powód, by do niego nie dopuścić. Mierzący metr sześćdziesiąt,
niesamowicie irytujący powód z wygolonym karkiem. Powód z przenikliwym
spojrzeniem i wiecznie zmarszonymi brwiami. Erwin bezwiednie udał się do szafy
i wyciągnął z niej zwiadowczą kurtkę. Starą i wypłowiałą, rozmiarem
przypominającą ubranie dla dziecka, a nie żołnierza. Mężczyzna zamknął drzwi
szafy i pociągnął konkretny łyk z trzymanej w dłoni butelki. Ciężko opadł na
łóżko, zostawiając butelkę trunku na ziemi. Mocno przytulił do siebie trzymaną
kurtkę, wciągając nikły zapach, jaki wydzielała. Zapach dziwnej kombinacji ziół
i mydła.
Nieważne, co by się
nie działo, zawsze pachniałeś mydłem. Krwią, potem i kurzem. I tym jebanym
mydłem.
Minęły trzy lata, kurtka traciła swój zapach. Skrzydła
wolności dawno się na niej zatarły. Ale Smith nie umiałby jej wyrzucić. Mimo
obietnicy, że nie będzie rozpamiętywał. Jedyna obietnica w jego życiu, której
nigdy nie zamierzał dotrzymać. Przez chwilę chciał wypić resztę zawartości
butelki, jednak powstrzymał się. Następnego dnia miał udać się za Sinę, został
wezwany przez żandarmów. Czerwony napis Ściśle
tajne widniał na dostarczonej mu rankiem kopercie. Taką samą kopertę
widział trzy lata temu. Pamiętał blade, kościste dłonie zaciśnięte na szarym
papierze, nerwowy grymas wykrzywiający twarz. Rozkaz był ten sam. Tak samo
tajny.
Też miałeś wyjechać na
chwilę. Więc dlaczego czekam na ciebie już trzy lata ? Wiem, że nie wrócisz,
więc dlaczego czekam ?
Erwin westchnął przeciągle. Nienawidził wypraw do stolicy.
Jednocześnie jakaś jego część chciała wiedzieć, czego żandarmeria chce od
zwiadowców. Czego chce od niego. Może, w przeciwieństwie do kaprala, uda mu się
tam dotrzeć. Powieki zaczynały mu ciążyć, a zapach kurtki działał uspokajająco.
Czegokolwiek chcą od niego za Siną, jutro będzie się tym martwił.
- Dowóda korpusu zwiadowczego, Erwin Smith, urodzony 14
października ?
-Tak jest.
- Został pan wezwany w ściśle tajnej sprawie dotyczącej
misji żandarmerii na terenie podziemia.
- Skoro to misja żandarów, dlaczego jestem w nią angażowany
?
- To nie pan został w nią zaangażowany, sir.
Erwin zmarszczył brwi i zmierzył podejrzliwym wzrokiem
siedzących naprzeciw niego żołnierzy. Ten, z którym rozmawiał na pierwszy rzut
oka przypominał pomarszczoną śliwkę. Na sflaczałych palcach rozmówcy widniało
kilka złotych sygnetów, zaś bolo skrzyło się drogim kamieniem. Smith po raz
kolejny przypomniał sobie, dlaczego tak bardzo nieznosi żandarmerii. Żołnierz
najwyraźniej uchwycił jego spojrzenie, gdyż nie przedłużając kontynuował swoje
nietypowe wyjaśnienia.
- Trzy lata temu kapral Levi został wezwany do stolicy.
Jako, że powód wezwania był tajny, kapral miał go poznać dotarłwszy na miejsce.
Pan także nie poznał żadnych szczegółów dotyczących wyjazdu swojego
protegowanego, prawda ?
- Owszem. Jako, że wezwany został jedynie kapral Levi, ja
sam nie przyglądałem się bliżej tej sprawie.
Blondyn bezwiednie zacisnął pięści na materiale spodni. Nie
spodziewał się, że żandarmieria będzie ciągnęła go aż tutaj by wyciągnąć śmieci
sprzed kilku lat. Śmieci, o których miał prawo pamiętać tylko raz w roku, i ten
dzień był wczoraj.
- Dwa dni po opuszczeniu przez kaprala został pan
poinformowany, że zginął on w drodze do stolicy, tak ?
- Tak. Według dostarczonych mi informacji, które później
przekazałem oddziałowi, kapral został zaatakowany podczas drogi za Sinę. Jego
powóz został napadnięty,a on sam zadźgany przez niezidentyfikowanych sprawców.
- Czy informacje te budzą pewne zastrzeżenia w korpusie ?
O co wam, kurwa,
chodzi ?!
- Wszyscy, którzy znali kaprala wiedzieli, że był on
idealnie wyszkolonym żołnierzem, to naturalne, że informacja o jego śmierci
wywołała spore kontrowersje. Zwłaszcza, że zginął w tak banalny sposób, który
można zaliczyć bardziej pod nieszczęśliwy wypadek.
- Rozumiem. Tak czy inaczej, kapral Levi zginął trzy lata
temu i nie jest pan w stanie temu zaprzeczyć.
Smith skinął głową, głownie ze strachu, że jego głos zadrży
podczas udzielania odpowiedzi. Nagle zaczynał dochodzić do wniosku, że historia
o śmierci, którą mu wmówiono, ma drugie dno. Bardzo, bardzo głębokie.
Po co ukrywać coś
przez trzy lata, by potem nagle się tym dzielić ?
Nagle drzwi do sali otworzyły się i do środka wkroczyło
dwóch szeregowych, eskortujących trzecią postać. Erwin zauważył
czarne,zmatowione strąki włosów, kontrastujące z bladą cerą wprowadzonego
właśnie mężczyzny. Widział ściągnięte brwi i oczy, które dostrzegłwszy go otworzyły
się szeroko. I poczuł, że jego serce ściska się w ciasny supeł.
- Pragniemy pana poinformować, że informacje udzielone panu
trzy lata temu były fałszywe i zostały panu przekazane w celu kompletego
utajnienia misji. Kapral Levi przez trzy lata działał pod naszym nadzorem w
podziemu Siny, zaś teraz, gdy jego misja tutaj została zakończona, może on
wrócić do czynnej służby jako zwiadowca.
Smith powoli podniósł się z krzesła i mimowolnie zrobił krok
w stronę czarnowłosego mężczyzny, który ignorując otaczających go żołnierzy
również zaczął powoli zbliżać się do swojego dowódcy.
- To wszystko Smith, możecie się oddalić. Szczegółowy raport
z dokonań kaprala powinieneś otrzymać w przeciągu ostatniego tygodnia,
tymczasem jestem pewien że kapral sam wszystko dokładnie ci streści. Misja po
ukończeniu straciła miano tajnej, także informacje o niej mogą swobodnie
przepływać w środowisku wojskowym. Tobie także już podziękuje, Levi.
Posiedzenie uznaję za zakończone.
Erwin wyszedł z pomieszczenia i czując obecność za swoimi
plecami, wykrztusił jedynie krótkie polecenie.
- Do mnie.Teraz.
Obcasy stukały po kamiennej posadzce, gdy dwie postacie
szybkim krokiem przecięły dziedziniec i zniknęły w mroku jednego z korytarzy.
Erwin, jako dowódca, dostał kwaterę w budynku głownym, jednak o dziwnie na ich
drodze nie stanęli żadni żołnierze. Smith bez słowa przekręcił kluczyk w zamku
i wszedł do pokoju, a za nim podążył jego cień. Wreszcie byli sami. A blondyn
odzyskał głos.
- Jak ?
Czarnowłosy mężczyzna potrząsnął głową z rezygnacją. Ciężko
oparł się o zimną ścianę i po kilku chwilach zmusił do podniesienia wzroku na
Erwina.
- Co mam ci powiedzieć ? Co tak strasznie chcesz usłyszeć ?!
- Nie wiem. Może dlaczego przez 3 lata kazałeś mi myśleć że
nie żyjesz ?! Że przez trzy jebane lata gdy ty byłeś tajniakiem na smyczy
żandarmów nie dałeś rady wysłać mi nawet jednego małego świstka z informacją ?
Dlaczego nawet teraz emanujesz urażoną dumą ?!
- Myślisz, że nie chciałem ci powiedzieć ? To była moja
pierwsza myśl gdy te kurwy z Siny powiedziały czego oczekują, a fakt że misja
miała miano tajnej gówno mnie obchodził !
- Więc dlaczego ?
- Bo byłem pewny, że i tak z niej nie wrócę.
Erwin przeczesał nerwowo włosy i usiadł na stojącym
nieopodal krześle. Czuł, że jedyne co musi teraz zrobić to czekać. Znał Levi’a.
Znał go aż za dobrze. I nie mylił się.
- Faktycznie ktoś napadł na mój wóz. Potem okazało się, że
była to żandarmeria. Może gdyby nie urządzili maskarady byłoby ich o pięciu
więcej, ale to już nie mój problem. W centrali nie mówili zbyt wiele,
stwierdzili jedynie że przez moje życiowe doświadczenie w podziemiu mam tam
wrócić jako tajniak i wytropić dla nich jakiś przemytników. Mieli w dupie czy
chce czy nie, tak samo jak zignorowali moje obowiązki jako kaprala w szeregach
zwiadowców. Poinformowali mnie, że moja śmierć została upozorowana, a ja sam
będę mógł wrócić do życia na powierzchni po ukończeniu zadania.
Levi odetchnął głęboko, jego nogi zadrżały,a on sam powoli
zsunął się po ścianie na podłogę. Dopiero teraz Erwin zaczął mu się baczniej
przyglądać. Levi schudł. Ubrania wisiały na nim niczym na wieszaku, a kości
policzkowe ostro rysowały się na bladej skórze. Czarne włosy, sięgające teraz
ramion, były splątane i całkiem straciły dawny blask. Blondyn dostrzegł kilka
nowych blizn na twarzy i dłoniach kaprala. Bez słowa wstał z krzesła i podszedł
do skulonego na ziemi mężczyzny.
- Nawet nie wiesz, jak za tobą tęskniłem.
Levi nie czekając dłużej podniósł się i wtulił w tors
dowódcy, mocno zaciskając dłonie na materiale jego koszuli.
- Skazali mnie na powrót do tego piekła. Nigdy więcej nie
waż się puszczać mnie gdzieś samego!
Brunet pozwolił Erwinowi podnieść go, jednak zdziwił się gdy
zamiast do łóżka udali się w stronę łazienki.
- Aż tak ze mną źle ?
Blondyn uśmiechnął się łagodnie i puściwszy mężczyznę,
zaczął powoli zdejmować z niego ubrania. Uśmiech stopniowo znikał z jego
twarzy, gdy jego błękitnym oczom ukazały się wystające żebra i świeże blizny.
Kiedyś perfekcyjnie wyrzeźbiony brzuch teraz zapadał się do wewnątrz, a chude
niczym patyki nogi ledwo utrzymywały i tak nikły ciężar ciała kaprala. Levi
całkowicie poddał się dotykowi Smitha, temu samemu za którym tęsknił długie
trzy lata. Erwin wypełnił wannę gorącą wodą i praktycznie włożył do niej
kaprala, który nagle bardziej przypominał mu szmacianą lalkę niźli człowieka.
Brunet jęknął przeciągle, czując przyjemne ciepło otulające jego ciało.
- Myślałem, że pierwszą rzeczą jaką zrobisz po powrocie
będzie prysznic.
- Myślisz, że tak nie było. Ale jak wróciłem, to zasnąłem na
dwa dni.
Blondyn zacisnął zęby i nie wyczuwając protestu, zaczął myć
czarne włosy kaprala. Levi ufnie oparł głowę o jego dłonie, praktycznie
zasypiając w parnej łazience. Dowódca wyciągnął go z wanny i opatuliwszy
ręcznikiem, zaniósł wprost do łóżka.
- Powrót do formy trochę mi zajmie, co ?
- Naprawdę tym się teraz martwisz ?
Nagle kapral objął go mocno za szyję, zmuszając by położył
się na nim. Nogami oplótł go wokół bioder, przywołując wiele wspomnień ze
wspólnie spędzonych nocy,a także niejednego poranka.
- Ciebie już mam.
Erwin zadrżał pod wpływem słów bruneta, jedną dłonią
odgarnął czarne pasma odsłaniając koblatowe spojrzenie, teraz pełne jedynie
niewysłowionej tęsknoty. I wiedział, że dłużej nie wytrzyma. Pochylił się i
zatopił swoje usta w ustach kaprala, wkładając w pocałunek wszystkie uczucia,
jakie towarzyszyły mu od domniemanej śmierci mężczyzny. A Levi odpowiedział tym
samym, tą samą tłumioną w głębi samotnością i bólem. Strachem, którym była
świadomość że więcej się nie zobaczą. Czarnowłosy wplótł swoje palce w blond
kosmyki, przyciągając Erwina bliżej, pragnąc jego bliskości bardziej niż
czegokolwiek. Jednak gdy zaczął rozpinać
Smith’owi koszulę, ten gwałtownie zaprotestował.
- Chyba nie sądzisz, że zrobię to z tobą w takim stanie.
- Czekałem jebane trzy lata...
- To poczekasz jeszcze miesiąc.
- Od kiedy zrobiłeś się taki wybredny ?
- Od kiedy żebra widać ci bardziej niż mięśnie.
Kapral prychnął z niezadowolenia, jednak posłusznie puścił
koszulę mężczyzny. Ten zsunął ją jednak do końca i położył się obok bruneta,
przyciskając go mocno do siebie. Levi również objął go mocno w pasie, Erwin
czuł ciepły oddech sunący po swoim nagim torsie. Mimowolnie zaczął gładzić
czarne włosy.
- Levi...
- Hm.. ?
- Nic. Nie sądziłem, że jeszcze kiedyś wymówię ot tak twoje
imię.
- Erwin?
- Tak ?
- Zamknij się i nie psuj chwili. Chce spać.
Smith uśmiechnął się w duchu i mocniej objął nagie ciało
kaprala, wdychając przy tym jego zapach. Dziwną kombinację zapachu Levi’a i
mydła. Zasypiając, przypomniał sobię wygląd swojej kwatery. I samotną
kurtkę,leżącą na jego łóżku.
Jutro będę mu się
tłumaczył. Choć pewnie i tak zobaczywszy biuro nie wejdzie do sypialni.
Końcówka najlepsza to:
OdpowiedzUsuń"- Erwin?
- Tak?
- Zamknij się i nie psuj chwili. Chce spać."
XD aż się zaczęłam śmiać.
Ale ogólnie opowiadanie mega. Juz myślałam, że serio Levi umarł ;-; smutno mi było. No ale jednak happy end ^^ więc jestem szczęśliwa.
2 opowiadanka jednego dnia *-* chce tak częściej.
Aawwwwww^^
OdpowiedzUsuńWiem, że to shocik, ale mam nadzieję, że #160cm potem znowu przypakował i rozwalał dupy tytanom :D