Fanfiction

One-shots

Serie własne

Zapach mydła - Erwin x Levi

One-shot z moim kochanym Eruri <3 Jak zawsze proszę o wyrażanie swoich opini w komentarzach.


Świeca zdawała się przygasać. Bezchmurne niebo iskrzyło się milionem gwiazd, jednak od kilku lat Erwin miał wrażenie, że gasną gdy tylko patrzy na nie zbyt długo.  Przez chwilę szukał po niebie księżyca, bezwiednie bawiąć się swoim bolo. Wreszcie zrezygnowany opadł na krzesło, strącając przy tym łokciem leżący na stole plik papierów. Zapisane drobnymi literami szarobure kartki rozsypały się po podłodze, tworząc bezkształtną mozaikę czystego chaosu. Blondyn schylił się zrezygnowany, by zgarnąć leżace najbliżej dokumenty, jednak zatrzymał się nim jego dłoń je pochwyciła. Powoli rozglądnął się po pomieszczeniu. Na każdym możliwym miejscu walały się papiery. Zwoje map leżały rozrzucone po podłodze, a Erwin nie pamiętał, kiedy ostatni raz je segregował. W kącie majaczył zarys rzuconych w pośpiechu ubrań, zarówno czystych jak i brudnych.  Smith uśmiechnął się półgębkiem.
Widząc to pewnie nawet byś tu nie wszedł. Bałagan najlepiej mi o tobie przypomina. Czyż to nie ironia ?
Nieśpiesznie pozbierał resztę papierów i niedbale rzucił je na stół. Czuł, że tej nocy nie zrobi już nic produktywnego. Zdmuchnął płomień świecy i zgarniając po drodze butelkę whisky ruszył w stronę sypialni. Znowu tego dnia uderzył go nieporządek panujący w jego pokojach. Mimo, iż nigdy nie przeszkadzał mu bałagan, kiedyś przynajmniej próbował do niego nie dopuścić. Kiedyś miał powód, by do niego nie dopuścić. Mierzący metr sześćdziesiąt, niesamowicie irytujący powód z wygolonym karkiem. Powód z przenikliwym spojrzeniem i wiecznie zmarszonymi brwiami. Erwin bezwiednie udał się do szafy i wyciągnął z niej zwiadowczą kurtkę. Starą i wypłowiałą, rozmiarem przypominającą ubranie dla dziecka, a nie żołnierza. Mężczyzna zamknął drzwi szafy i pociągnął konkretny łyk z trzymanej w dłoni butelki. Ciężko opadł na łóżko, zostawiając butelkę trunku na ziemi. Mocno przytulił do siebie trzymaną kurtkę, wciągając nikły zapach, jaki wydzielała. Zapach dziwnej kombinacji ziół i mydła.
Nieważne, co by się nie działo, zawsze pachniałeś mydłem. Krwią, potem i kurzem. I tym jebanym mydłem.
Minęły trzy lata, kurtka traciła swój zapach. Skrzydła wolności dawno się na niej zatarły. Ale Smith nie umiałby jej wyrzucić. Mimo obietnicy, że nie będzie rozpamiętywał. Jedyna obietnica w jego życiu, której nigdy nie zamierzał dotrzymać. Przez chwilę chciał wypić resztę zawartości butelki, jednak powstrzymał się. Następnego dnia miał udać się za Sinę, został wezwany przez żandarmów. Czerwony napis Ściśle tajne widniał na dostarczonej mu rankiem kopercie. Taką samą kopertę widział trzy lata temu. Pamiętał blade, kościste dłonie zaciśnięte na szarym papierze, nerwowy grymas wykrzywiający twarz. Rozkaz był ten sam. Tak samo tajny.
Też miałeś wyjechać na chwilę. Więc dlaczego czekam na ciebie już trzy lata ? Wiem, że nie wrócisz, więc dlaczego czekam ?
Erwin westchnął przeciągle. Nienawidził wypraw do stolicy. Jednocześnie jakaś jego część chciała wiedzieć, czego żandarmeria chce od zwiadowców. Czego chce od niego. Może, w przeciwieństwie do kaprala, uda mu się tam dotrzeć. Powieki zaczynały mu ciążyć, a zapach kurtki działał uspokajająco. Czegokolwiek chcą od niego za Siną, jutro będzie się tym martwił.

- Dowóda korpusu zwiadowczego, Erwin Smith, urodzony 14 października ?
-Tak jest.
- Został pan wezwany w ściśle tajnej sprawie dotyczącej misji żandarmerii na terenie podziemia.
- Skoro to misja żandarów, dlaczego jestem w nią angażowany ?
- To nie pan został w nią zaangażowany, sir.
Erwin zmarszczył brwi i zmierzył podejrzliwym wzrokiem siedzących naprzeciw niego żołnierzy. Ten, z którym rozmawiał na pierwszy rzut oka przypominał pomarszczoną śliwkę. Na sflaczałych palcach rozmówcy widniało kilka złotych sygnetów, zaś bolo skrzyło się drogim kamieniem. Smith po raz kolejny przypomniał sobie, dlaczego tak bardzo nieznosi żandarmerii. Żołnierz najwyraźniej uchwycił jego spojrzenie, gdyż nie przedłużając kontynuował swoje nietypowe wyjaśnienia.
- Trzy lata temu kapral Levi został wezwany do stolicy. Jako, że powód wezwania był tajny, kapral miał go poznać dotarłwszy na miejsce. Pan także nie poznał żadnych szczegółów dotyczących wyjazdu swojego protegowanego, prawda ?
- Owszem. Jako, że wezwany został jedynie kapral Levi, ja sam nie przyglądałem się bliżej tej sprawie.
Blondyn bezwiednie zacisnął pięści na materiale spodni. Nie spodziewał się, że żandarmieria będzie ciągnęła go aż tutaj by wyciągnąć śmieci sprzed kilku lat. Śmieci, o których miał prawo pamiętać tylko raz w roku, i ten dzień był wczoraj.
- Dwa dni po opuszczeniu przez kaprala został pan poinformowany, że zginął on w drodze do stolicy, tak ?
- Tak. Według dostarczonych mi informacji, które później przekazałem oddziałowi, kapral został zaatakowany podczas drogi za Sinę. Jego powóz został napadnięty,a on sam zadźgany przez niezidentyfikowanych sprawców.
- Czy informacje te budzą pewne zastrzeżenia w korpusie ?
O co wam, kurwa, chodzi ?!
- Wszyscy, którzy znali kaprala wiedzieli, że był on idealnie wyszkolonym żołnierzem, to naturalne, że informacja o jego śmierci wywołała spore kontrowersje. Zwłaszcza, że zginął w tak banalny sposób, który można zaliczyć bardziej pod nieszczęśliwy wypadek.
- Rozumiem. Tak czy inaczej, kapral Levi zginął trzy lata temu i nie jest pan w stanie temu zaprzeczyć.
Smith skinął głową, głownie ze strachu, że jego głos zadrży podczas udzielania odpowiedzi. Nagle zaczynał dochodzić do wniosku, że historia o śmierci, którą mu wmówiono, ma drugie dno. Bardzo, bardzo głębokie.
Po co ukrywać coś przez trzy lata, by potem nagle się tym dzielić ?
Nagle drzwi do sali otworzyły się i do środka wkroczyło dwóch szeregowych, eskortujących trzecią postać. Erwin zauważył czarne,zmatowione strąki włosów, kontrastujące z bladą cerą wprowadzonego właśnie mężczyzny. Widział ściągnięte brwi i oczy, które dostrzegłwszy go otworzyły się szeroko. I poczuł, że jego serce ściska się w ciasny supeł.
- Pragniemy pana poinformować, że informacje udzielone panu trzy lata temu były fałszywe i zostały panu przekazane w celu kompletego utajnienia misji. Kapral Levi przez trzy lata działał pod naszym nadzorem w podziemu Siny, zaś teraz, gdy jego misja tutaj została zakończona, może on wrócić do czynnej służby jako zwiadowca.
Smith powoli podniósł się z krzesła i mimowolnie zrobił krok w stronę czarnowłosego mężczyzny, który ignorując otaczających go żołnierzy również zaczął powoli zbliżać się do swojego dowódcy.
- To wszystko Smith, możecie się oddalić. Szczegółowy raport z dokonań kaprala powinieneś otrzymać w przeciągu ostatniego tygodnia, tymczasem jestem pewien że kapral sam wszystko dokładnie ci streści. Misja po ukończeniu straciła miano tajnej, także informacje o niej mogą swobodnie przepływać w środowisku wojskowym. Tobie także już podziękuje, Levi. Posiedzenie uznaję za zakończone.
Erwin wyszedł z pomieszczenia i czując obecność za swoimi plecami, wykrztusił jedynie krótkie polecenie.
- Do mnie.Teraz.
Obcasy stukały po kamiennej posadzce, gdy dwie postacie szybkim krokiem przecięły dziedziniec i zniknęły w mroku jednego z korytarzy. Erwin, jako dowódca, dostał kwaterę w budynku głownym, jednak o dziwnie na ich drodze nie stanęli żadni żołnierze. Smith bez słowa przekręcił kluczyk w zamku i wszedł do pokoju, a za nim podążył jego cień. Wreszcie byli sami. A blondyn odzyskał głos.
- Jak ?
Czarnowłosy mężczyzna potrząsnął głową z rezygnacją. Ciężko oparł się o zimną ścianę i po kilku chwilach zmusił do podniesienia wzroku na Erwina.
- Co mam ci powiedzieć ? Co tak strasznie chcesz usłyszeć ?!
- Nie wiem. Może dlaczego przez 3 lata kazałeś mi myśleć że nie żyjesz ?! Że przez trzy jebane lata gdy ty byłeś tajniakiem na smyczy żandarmów nie dałeś rady wysłać mi nawet jednego małego świstka z informacją ? Dlaczego nawet teraz emanujesz urażoną dumą ?!
- Myślisz, że nie chciałem ci powiedzieć ? To była moja pierwsza myśl gdy te kurwy z Siny powiedziały czego oczekują, a fakt że misja miała miano tajnej gówno mnie obchodził !
- Więc dlaczego ?
- Bo byłem pewny, że i tak z niej nie wrócę.
Erwin przeczesał nerwowo włosy i usiadł na stojącym nieopodal krześle. Czuł, że jedyne co musi teraz zrobić to czekać. Znał Levi’a. Znał go aż za dobrze. I nie mylił się.
- Faktycznie ktoś napadł na mój wóz. Potem okazało się, że była to żandarmeria. Może gdyby nie urządzili maskarady byłoby ich o pięciu więcej, ale to już nie mój problem. W centrali nie mówili zbyt wiele, stwierdzili jedynie że przez moje życiowe doświadczenie w podziemiu mam tam wrócić jako tajniak i wytropić dla nich jakiś przemytników. Mieli w dupie czy chce czy nie, tak samo jak zignorowali moje obowiązki jako kaprala w szeregach zwiadowców. Poinformowali mnie, że moja śmierć została upozorowana, a ja sam będę mógł wrócić do życia na powierzchni po ukończeniu zadania.
Levi odetchnął głęboko, jego nogi zadrżały,a on sam powoli zsunął się po ścianie na podłogę. Dopiero teraz Erwin zaczął mu się baczniej przyglądać. Levi schudł. Ubrania wisiały na nim niczym na wieszaku, a kości policzkowe ostro rysowały się na bladej skórze. Czarne włosy, sięgające teraz ramion, były splątane i całkiem straciły dawny blask. Blondyn dostrzegł kilka nowych blizn na twarzy i dłoniach kaprala. Bez słowa wstał z krzesła i podszedł do skulonego na ziemi mężczyzny.
- Nawet nie wiesz, jak za tobą tęskniłem.
Levi nie czekając dłużej podniósł się i wtulił w tors dowódcy, mocno zaciskając dłonie na materiale jego koszuli.
- Skazali mnie na powrót do tego piekła. Nigdy więcej nie waż się puszczać mnie gdzieś samego!
Brunet pozwolił Erwinowi podnieść go, jednak zdziwił się gdy zamiast do łóżka udali się w stronę łazienki.
- Aż tak ze mną źle ?
Blondyn uśmiechnął się łagodnie i puściwszy mężczyznę, zaczął powoli zdejmować z niego ubrania. Uśmiech stopniowo znikał z jego twarzy, gdy jego błękitnym oczom ukazały się wystające żebra i świeże blizny. Kiedyś perfekcyjnie wyrzeźbiony brzuch teraz zapadał się do wewnątrz, a chude niczym patyki nogi ledwo utrzymywały i tak nikły ciężar ciała kaprala. Levi całkowicie poddał się dotykowi Smitha, temu samemu za którym tęsknił długie trzy lata. Erwin wypełnił wannę gorącą wodą i praktycznie włożył do niej kaprala, który nagle bardziej przypominał mu szmacianą lalkę niźli człowieka. Brunet jęknął przeciągle, czując przyjemne ciepło otulające jego ciało.
- Myślałem, że pierwszą rzeczą jaką zrobisz po powrocie będzie prysznic.
- Myślisz, że tak nie było. Ale jak wróciłem, to zasnąłem na dwa dni.
Blondyn zacisnął zęby i nie wyczuwając protestu, zaczął myć czarne włosy kaprala. Levi ufnie oparł głowę o jego dłonie, praktycznie zasypiając w parnej łazience. Dowódca wyciągnął go z wanny i opatuliwszy ręcznikiem, zaniósł wprost do łóżka.
- Powrót do formy trochę mi zajmie, co ?
- Naprawdę tym się teraz martwisz ?
Nagle kapral objął go mocno za szyję, zmuszając by położył się na nim. Nogami oplótł go wokół bioder, przywołując wiele wspomnień ze wspólnie spędzonych nocy,a także niejednego poranka.
- Ciebie już mam.
Erwin zadrżał pod wpływem słów bruneta, jedną dłonią odgarnął czarne pasma odsłaniając koblatowe spojrzenie, teraz pełne jedynie niewysłowionej tęsknoty. I wiedział, że dłużej nie wytrzyma. Pochylił się i zatopił swoje usta w ustach kaprala, wkładając w pocałunek wszystkie uczucia, jakie towarzyszyły mu od domniemanej śmierci mężczyzny. A Levi odpowiedział tym samym, tą samą tłumioną w głębi samotnością i bólem. Strachem, którym była świadomość że więcej się nie zobaczą. Czarnowłosy wplótł swoje palce w blond kosmyki, przyciągając Erwina bliżej, pragnąc jego bliskości bardziej niż czegokolwiek.  Jednak gdy zaczął rozpinać Smith’owi koszulę, ten gwałtownie zaprotestował.
- Chyba nie sądzisz, że zrobię to z tobą w takim stanie.
- Czekałem jebane trzy lata...
- To poczekasz jeszcze miesiąc.
- Od kiedy zrobiłeś się taki wybredny ?
- Od kiedy żebra widać ci bardziej niż mięśnie.
Kapral prychnął z niezadowolenia, jednak posłusznie puścił koszulę mężczyzny. Ten zsunął ją jednak do końca i położył się obok bruneta, przyciskając go mocno do siebie. Levi również objął go mocno w pasie, Erwin czuł ciepły oddech sunący po swoim nagim torsie. Mimowolnie zaczął gładzić czarne włosy.
- Levi...
- Hm.. ?
- Nic. Nie sądziłem, że jeszcze kiedyś wymówię ot tak twoje imię.
- Erwin?
- Tak ?
- Zamknij się i nie psuj chwili. Chce spać.
Smith uśmiechnął się w duchu i mocniej objął nagie ciało kaprala, wdychając przy tym jego zapach. Dziwną kombinację zapachu Levi’a i mydła. Zasypiając, przypomniał sobię wygląd swojej kwatery. I samotną kurtkę,leżącą na jego łóżku.

Jutro będę mu się tłumaczył. Choć pewnie i tak zobaczywszy biuro nie wejdzie do sypialni.

2 komentarze:

  1. Końcówka najlepsza to:
    "- Erwin?
    - Tak?
    - Zamknij się i nie psuj chwili. Chce spać."
    XD aż się zaczęłam śmiać.
    Ale ogólnie opowiadanie mega. Juz myślałam, że serio Levi umarł ;-; smutno mi było. No ale jednak happy end ^^ więc jestem szczęśliwa.
    2 opowiadanka jednego dnia *-* chce tak częściej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Aawwwwww^^
    Wiem, że to shocik, ale mam nadzieję, że #160cm potem znowu przypakował i rozwalał dupy tytanom :D

    OdpowiedzUsuń